Odrobina magii

Chciałabym, żeby w PRAWDZIWYM życiu było więcej magicznych chwil. Takich małych przyjemnych szczegółów, które poprawiają nastrój.

Obudziłam się dzisiaj w złym humorze. Raz, że poprzedniego wieczora nie mogłam zasnąć, przekonana, że popsułam komputer, a dwa gdy już postanowiłam się otrząsnąć ze snu i zacząć funkcjonować, moja stopa nadziała się na leżący na podłodze ołówek. A więc wstałam, z przysłowiową dziurą w głowie i dosłowną dziurą w nodze.

Gdzieś po drodze był dzień, a potem był dalej dzień, ale zrobiło się ciemno. Po pracy poszłam z popsutym komputerem do serwisu. Było mi smutno, no bo tyle pieniędzy zainwestowałam w sprzęt a tu się popsuł nieborak. Kilkakrotnie próbowałam go reanimować, ale bezskutecznie. Wchodzę więc do serwisu i mówię: „Dzień dobry. Mam problem natury technologicznej. Komputer nie chce ze mną współpracować”. Wszystkie oczy dookoła zwróciły się w moją stronę. Wyciągam swojego MacBookaAir, włączam i mówię: „proszę zobaczyć, no nie działa!”. Pan serwisant nacisnął trzy klawisze i mówi do mnie: „ale co Pani konkretnie nie działa?”. Myślałam, że zakopię się pod ziemię. Na moje nieszczęście podłoga była cała w kafelkach. Cudowne uzdrowienie. Nie ogarniam tych technologii…

Byłam też na poczcie, a konkretnie uskuteczniłam najdziwniejszy pomysł jaki kiedykolwiek przyszedł mi do głowy. Naprawdę nie wiem skąd w mojej głowie bierze się tyle głupich pomysłów. A już zupełnie nie rozumiem dlaczego je realizuję.

A teraz słucham. Tylko muzyka trzyma mnie jeszcze w jednym kawałku.

Słodko-słony los

Dno. Tak się oczywiście tylko mówi, tymczasem gdyby można było naprawdę chodzić po dnie, to nie byłoby to takie złe.

Mniej więcej rok temu miałam okazję obejrzeć „Mommy” Xaviera Dolana. Do tej pory mam przed oczami scenę, w której jadący środkiem ulicy na deskorolce główny bohater rozpościera szeroko ręce sprawiając, że ekran uwalnia się z klaustrofobicznej formy kwadratu. Wszystko to dzieje się przy dźwiękach „Wonderwall” Oasis. W filmie był to jedyny moment pełnej radości i zadowolenia z życia. Na 2h20min filmu przypadły całe 4 minuty szczęścia.

Zupełnie jak w życiu…

Magister imprezuje

Czas akcji – dzisiaj po południu (wtorek). Przychodzi SMS informujący, że w minioną sobotę o 3:46 (a raczej już niedzielę) zamówiłam książkę w księgarni internetowej i jest do odbioru. Nie wiem jak to się stało, ale w sumie się ucieszyłam. Imprezowanie w wieku starczym coraz lepiej mi wychodzi.

Bezsenność

Strach przed urzędem skarbowym jako organem państwa polskiego nie daje mi żyć. Boję się niezrozumienia, VATu, kontroli, deklaracji, transakcji zagranicznych… A przecież na dobrą sprawę nie zaczęłam jeszcze przygody z rachunkowością i podatkami.

==== ==== ==== ==== ==== ==== ==== ====

Gombrowicz popełnił Pornografię. Obserwował, dużo myślał i bez skrupułów przelewał to wszytko na papier. Też tak chcę, wyrażać siebie. I nie bać się podatków, to przede wszystkim.

Depresja

Szanowny świecie, kosmosie, bycie,

Dlaczego kontrolerzy biletów komunikacji miejskiej (potocznie zwani kanarami) kasują swoje bilety zaraz po wejściu do autobusu? Czyżby ZTM nie udzielił im dyspensy?

Niczego już nie rozumiem.

2 kg pozdrowień,
prawie magister DZ.P.

Chanel No. 5

Aleje Jerozolimskie, okolice palmy. Idąc przed siebie po pasiastym podłożu, zapaliło się czerwone. Przystanęłam na wysepce. Przed moim ufnie spoglądającym w przyszłość wzrokiem poczęły śmigać rozpędzone auta, za plecami żegnającymi z sentymentem błędy przeszłości przejechał tramwaj. Stoję, czekam. Czekam na zielone. Nagle podchodzi do mnie rumuński człowiek, odchyla klapę marynarki i ukradkiem pokazuje mi zafoliowane pudełeczko z imitacją perfum Chanel No. 5.
CZŁOWIEK: 80 zł i są Pani, w sklepie takie same kosztują 500 zł
Ja: Szanowny Panie, czy ja wyglądam na osobę, która używa nędznych podróbek perfum?
I poszłam sobie, bo zapaliło się zielone.
Jestem okropnym człowiekiem.

Następna stacja – iluminacja

7.05.2014 (środa)

Na słuchawkach Breton (co nie jest przypadkiem, zespół wyrósł bowiem z kolektywu filmowców, którzy aby ożywić swoje produkcje zaczęli dopisywać do nich muzykę i teksty). Zanim jednak Breton trafił do moich uszu, nie napisałam ani jednego zdania pracy magisterskiej (jawna rozpacz!),odbyłam warsztaty z komunikacji (powyciągałam z siebie masę zagadnień i problemów, które czas uporządkować), bawiłam się w audytora sprawozdania finansowego (na pewno nie zostanę biegłym rewidentem), obejrzałam Iluminację (niesamowita kreacja aktorska Stanisława Latałły) i Strukturę kryształu (bardzo dobre zdjęcia!) Zanussiego,wysłuchałam co ma do powiedzenia Marcin Latałło o ojcu, świecie filmowym,życiu… i skłoniłam myśl ku refleksji.

WNIOSEK: Natura rzeczy jest przebiegła i kiedy wdaje się, że to dopiero początek, pokazują się napisy końcowe. Nie mam czasu na próżnię. Ciągle siebie szukać muszę, bez względu na okoliczności, miejsce i czas.