Miesięczne archiwum: Marzec 2009

Bezstronny obserwator

Co się dzieje z Anecią? Zapytałam przechodniów co sądzą na ten temat. Oto wyniki tego sondażu:

  • 12% ankietowanych stwierdziło, że jak zwykle nie ma o czym mówić, gdyż prawdopodobnie chodzi tu o żółty ser i spazmatyczny śmiech występujący po jego spożyciu przez Anecię.
  • 21% procent biorących udział w badaniu nic nie wie o niczym: tzn. nic nie widziano, nic nie słyszano
  • 38,75% przechodniów uważa, żę to wina przyjścia wiosny i to na nią zwala całą odpowiedzialność za dziwne zachowanie
  • 40,25% ankietowanych uważa, że to normalny proces, przez który przechodzą wszyscy maturzyści: głupawka jest wśród nas – powrót do lat pacholęcych.

Ogólnie rzecz biorąc mogę stwierdzić, iż dzisiaj pobiłam swoje wszelkie rekordy w głupkowatym zachowaniu. Oprócz tego zauważyłam, że nie jestem odosobniona pod tym względem. Szkoła to dżungla. A w dżungli można było dzisiaj zaobserwować samochody na piloty, wszechobecne Power Rangers oraz miłosierne serce M. na fizyce, który zrezygnował z klasówki, która miała się odbyć 3 dni przed końcem roku szkolnego =]

Z poradnika młodego zielarza 
Ja już przepis wykonałam – naprawdę świetny i skuteczny =]

Teraz z innej beczki:

Miałam dzisiaj spisać (w ramach dokumentacji historycznej) pewną przygodę, która przytrafiła się J. – tak, tak to ta z maluchem w roli głównej, ale nie mam weny aby to ubrać w słowa odpowiednio.

A i byłam dzisiaj też u Iwanownej Jekateriny. Mam jakiś zastój w myśleniu. Zacznę od początku.

Godz. 16:15 centrum miasta kipi życiem
        16:16 padła propozycja od mojej skromnej osoby, żeby jednak zadzwonić do Iwanownej i przełożyć korki
        16:17 – doczłapałyśmy z Agą pod blok wspomnianej wcześniej Iwanownej
        16:17:45 – siadamy na ławce przed blokiem, gdyż przyszłyśmy przed czasem (wspomnę, że celowo, ale  niestety huśtawki były zajęte więc musiałyśmy się zadowolić ławką…)
        16:21 – Iwanowna zauważa nas i krzyczy, żebyśmy wchodziły
        16:23 – naczinajem rosgariwac po ruski (dodam cichaczem, że tak mi się nic dzisiaj na korkach nie chciało, że Jekaterina wszystko mówiła za mnie a ja tylko skromnie dodawałam da, da… – a Aga jak zwykle słowotok ma, pozazdrościć…)
        17:22 wychodzimy
       
Jutro do Marii… taka jest nędzna dola tępego mózgu Aneci…
       

Czarno Biało Szara Tęcza

Dzisiaj był zły dzień. Popadłam nawet w lekki kryzys, więc cieszę się, że mój terapeuta zamierza iść na studia =] W sumie nie będę narzekać, bo to nie ma sensu. Aczkolwiek muszę przyzać, że pewna sytuacja rozbawiła mnie dzisiaj dokumentnie. Oczywiście sprawa tyczy się wspomnianego wcześniej „zombi”. Ale nie będę opisywać tutaj tego zajścia, gdyż chcę otrzymać moje świadectwo maturalne. A poza tym wszystkim to zaczynam być przerażona moją wizytą u dentystki, której termin zbliża się z minuty na minutę. Obliczyłam, że czas apokalipsy i śmierci w męczarniach nastąpi za 13905 minut. Chyba zacznę pisać testament… (informacja dla sępów: książek i płyt nie oddam nikomu, więc nie ma co się przymilać =]). Może i przeżyłabym tę wizytę, gdyby pani B. nie odzywała się ani słowem. Nie muszę chyba wspominać, że jest to osoba o nadzwyczaj upiornym charakterze. A mnie aż nosi, gdy wygłasza te swoje złote rady. Jej gabinet mieści się w budynku stylizowanym na średiowieczne lochy. Ale żeby nie było, że do jakiejś zacofanej dentystki chodzę to dodam, że posiada 2 telefony komórkowe, czajnik i radio z zegarkiem. Oczywiście już widzę jak to może się dla mnie skończyć… „pani B. każe mi usiąść na fotelu. Na me oczy pada ostry promień lampy. Serce zaczyna mi podchodzić do gardła, gdyż czuję się jak na przesłuchaniu w PRL-u. Następnie B. wkłada mi wszystkie możliwe waciki do ust, bym nie miała okazji do wyrażenia swojej opinii. W dali słychać już subtelny dźwięk wiertełka, gdy wtem zaczyna dzwonić telefon nr1. W normalnej sytuacji odetchnęłabym z ulgą, gdyby nie fakt, że pani B. ma wykupiony pakiet i będzie rozmawiać przez następne pół godziny… A ja z moim odruchem wymiotnym będę siedzieć na fotelu z buzią pełną wacików i światłem nieludzko skierowanym na oczodoły zamiast na zęby.” To tak przedstawia się moja wizja… Heh, ale miejmy nadzieję, że chociaż u dentystki nie narobię sobie obciachu =]

XXZXCUZX Me

Zaplanowałam sobie, że dzisiaj będę się uczyć. Heh nawet sobie nędzny planik sporządziłam w kalendarzu za 16.90. Oczywiście mój bystry rozum nie dowiedział się, że jest zmiana czasu, więc cały plan musiałam pobazgrać. Poza tym w moim gardle dzieje się coś niewiarygodnego, czego nie umiem do końca wytłumaczyć. Pomimo tych dość nieprzyjemnych incydentów napotkałam na swej ścieżce życiowej miłe akcenty. Odniosłam pierwsze sukcesy z akcją „uśmiechnij się do bestii”. Było to dość dziwne, ale muszę przyznać, że satysfakcjonujące. Pierwszą bestią było „zombi”. Nawet coś do mnie zagadała, ale już dokładnie nie pamiętam o co biegało. No więc teraz to już może być tylko lżej… Jutro pewnie do nikogo nie będę miała okazji się uśmiechnąć, gdyż nie wybieram się do pacówki oświatowej. Stwierdziłam, że mój mózg nie jest skłonny do pisania przez 90 min wypracowania z ruskiego, nudzenia się przez kolejne cztery godziny i hardcore’u na języku polskim. Podsumowując: biorę do siebie jakże popularne ostatnio hasło Olej Szkołę , Zostań Ninja !

Teraz trochę prywaty wprowadzę:
0) No Work Full Relax: pieśń_1, pieśń_2
1) Pierwszy podpunkt dedykuję
angelazz, ponieważ została ostatnio okrutnie potraktowana przez los. Przypomniałam sobie dzisiaj film, który z angelazz w Lunie ogądałyśmy. I tak mi gra jeszcze w uszach melodia… A poza tym nadal wierzę w niezawodność policji (!). (Śledzić to umieją na pewno, zobaczymy co teraz zdziałają).
2) Drugi a zarazem ostatni podpunkt skierowany jest do wszystkich ludzi, którzy doczytali do tego momentu mojej wypowiedzi – po prostu respect.

Peace & Love

Happy Up Here

Sobota,


godzina 14.23
fluki zaczynają mnie dusić.

Powstaje pytanie:
Czy tak powinno być?
Czy każdy obywatel nie ma prawa do swobodnego oddechu?

Oczywiście to pytania retoryczne
Nawet Donald cudotwórca tego nie zmieni.

To by był koniec wstępu.
Czas na rozwinięcie.

Tak sobie dzisiaj dumałam (wiem – za dużo myślę), że świat pełen jest parszywych ludzi. Ludzi, którzy nie patrzą na nieszczęście innych. Naturalnie rodzi się pytanie: Gdzie się chowają takie nieczułe bestie? Odpowiedź jest prosta: to my do tego doprowadzamy swoją obojętnością, kamienną twarzą (ukłony w kierunku pana z puszką) albo chociażby narzekaniem na własne życie. Dlatego postanowiłam od dzisiaj zmieniać tę fatalną sytuację. Od dzisiaj będę obdarzać uśmiechem wszystkie bestie jakie spotkam na swej drodze. Niech widzą, że świat nie składa się tylko z potworów.

A na deser moje dzisiejsze znalezisko:

czyżby machinacje losu?

Zastanawiałam się dzisiaj nad sensem matematyki. Rozwiązując jedno z „trywialnych” zadań doszłam do wniosku, że matematyka to swego rodzaju sztuka – sztuka łączenia prostoty ze skomplikowaną kompozycją. Dokopałam się również (całkiem przypadowo) do obrazu, który potwierdził moje rozważania i w pełni oddaje sens matematyki.


Georges Vantongerloo – „Kompozycja pochodząca od równania y=ax2+bx+18

A co się tyczy spraw bardziej przyziemnych….

 => Jestem poddnana działaniu cudownego leku o nazwie Gripex, co mnie dokumentnie przymuliło…
 => Moje lenistwo sięgnęło zenitu.
 => Stwierdziłam, że książki, które ostatnio wypożyczyłam w bibliotece miejskiej przesiąnięte są wonią tytoniu.  (chyba ładniej już pachnie „Przekrój” tudzież „Activist” – zapach rozładającej się ryby…)
 => Wygrałam wczoraj książkę, więc powinnam się cieszyć, ale myśl o głodnych dzieciach w Afryce mnie przytłacza…

 

akcja – reakcja

Znalezione:

„Gdybym miał powiedzieć co cenię w życiu najbardziej to powiedziałbym,
że ludzi…hmm…ludzi którzy podali mi pomocną dłoń kiedy sobie nie
radziłem, kiedy byłem sam…i co ciekawe, to właśnie przypadkowe
spotkania wpływają na nasze życie…Chodzi o to, że kiedy wyznaje się
pewne wartości nawet pozornie uniwersalne, bywa, że nie znajduje sie
zrozumienia, które by tak rzec…które pomaga się nam rozwijać…ja
miałem szczęście by tak rzec, ponieważ je znalazłem i dziękuję
życiu…dziękuje mu…Życie to śpiew!!Życie to taniec!!Życie to
miłość!!…wielu ludzi pyta mnie o to samo „ale jak ty to robisz? skąd
czerpiesz tę radość?
„…a ja im odpowiadam, że to proste…to
umiłowanie życia, to właśnie ono sprawia, że dziś na przykład siedze
przed kompem, a jutro kto wie…dlaczego by nie?! podejmę sie pracy
społecznej i będe ot chodźby sadził…doć…marchew…”

filozofia. Zawsze przy tobie, jak część ciała. Kiedy nie ma nic więcej, staje się Wszystkim.

woda jest węglem naszych czasów

Ażeby dobrze i godnie zacząć zamieszczam na samym początku motto, króre towarzyszyło (i nadal towarzyszy) wiernym czytelnikom dawnej „Zbolałej powagi człowieka, który został dotkliwie urażony…” a dzisiejszej „Gumy, która jest drewnem naszych czasów” :

O ile podstawowym zadaniem dzisiejszego inteligenta jest opanowanie
kunsztu zdejmowania folii z płyt kompaktowych, o tyle podstawowym
lękiem dzisiejszego inteligenta jest lęk przed automatycznymi – takimi
co się same rozsuwają – drzwiami.

Z tego miejsca pragnę dorzucić,że na tym blogu zwalczane są tipsy,
prostownice i popularny w pewnych kręgach młodzieżowych kolor różowy…