Miesięczne archiwum: Czerwiec 2009

Bez przesadyzmu

No dobra przyznaję – za dużo narzekam i jęczę. Doświadczenia dnia dzisiejszego dowiodły tego i potwierdziły moje obserwacje. Dla ludzi którzy ze mną przebywają mam dobrą wiadomość. Od dzisiaj postaram się być ‚na tak’ (Jim Carrey mnie natchnął). Ostrzegam jednak, że łatwo się nie dam wykorzystać, gdyż pozostawiam minimalną dawkę zdrowego rozsądku (od czasu spotkania pierwszego stopnia mej głowy ze znakiem „droga z pierwszeństwem przejazdu” pozostawiam trochę miejsca dla rozumu…). A więc bez przesadyzmu i optymistycznie: nowy cel życiowy.

Maturkę zdałam, topić smutków nie będę gdyż nie ma takiej potrzeby (nawet matmę, której w założeniu zdać nie powinnam bo nic nie napisałam, zdałam o dziwo dobrze [jak na mnie oczywiście]). Teraz mogę spokojnie sobie wakacje jakieś planować. Chciałabym na Syberię się wybrać… (przynajmiej morderczych upałów latem tam nie ma), ale to raczej nierealne. Póki co na horyzoncie zarysowuje się jedynie wypad nad rzekę – niekoniecznie z własnej woli, ale zawsze coś.

PS. Podoba mi się ta stronka:
http://www.thecoolhunter.net

Swedish Samba, Swedish Love

=> Jak dużo padało było źle. Teraz jak żar z nieba się leje też jest źle. Trudno mnie zadowolić… Tyle o pogodzie.

=> Jestem jednym wielkim strupem, gdyż nie byłam w stanie powstrzymać się od drapania moich 56 ukąszeń.

=> Jutro początek mego końca. Szykuje się topienie smutków.

=> Wracam sobie dzisiaj z ‚centrum’ i jestem już całkiem blisko miejsca mego zameldowania, a tu nagle listonosz mnie napadł znienacka. I tak patrzy dziwnie na mnie. Po chwii pada pytanie: który numer?. Ja odpowiadam: 3. A on na to: Pewnie Anetka? Odrzekłam: tak, jedna i ta sama. Otworzył swą przepastną torbę i zaczyna wyładowywać na me ramiona tony poczty. Myślałam, że do domu tego nie doniosę. W domu zaczęłam rozpakowanie przesyłek (dwie były do mnie – ja to mam powodzenie). I takim oto sposobem mam od dzisiaj w swych rękach 2 egzemplarze nowej płyty The Car is On Fire Ombarrops! (złożyło się tak, że w dwóch różnych konkursach wygrałam – cóż na to poradzę, a inną sprawą jest to, że przyszły tego samego dnia…), w tym jedna z autografami. Podpisaną płytkę zostawię dla siebie, a drugą pewnie komuś sprezentuję, bo szkoda by się marnowała u mnie na półce. Muszę tylko znaleźć osobę, która po pierwsze wie co to The Car Is On Fire, a po drugie podoba jej się muzyka warszawskiej załogi (więc jeśli człowieku czytający te słowa odnajdujesz się w grupie tych ludzi proszę pisać na gg 9959849). Dodam, że krążek nagrywany był w  Chicago pod czujnym okiem Johna McEntire’a. Na razie płytka nie wychodzi z mojego odtwarzacza i wiele wskazuje na to, że jeszcze długo w nim posiedzi.

=> Wygrałam również nowy album The Gossip, jak zdobędę drugi to dam znać.

Mierzyć wyżej

Może mój tekst nie jest zbytnio ładny, składny i poprawny, ale proszę wyobrazić sobie człowieka pokąsanego przez komary (56 ukąszeń, tyle się doliczyłam). Zapewniam: nikt w takim momencie nie jest w stanie myśleć jak Homo sapiens. Pomiędzy myśleniem o drapaniu prześladuje mnie tragiczny los biedego Bogusia… A taki ładny i nieskomplikowany był… (Boguś oczywiście). Ach i martwi mnie jeszcze jedna kwestia. Martwią mnie te ‚młode prostytutki’, które o tej porze roku wychodzą na nasze polskie ulice, a później chodzą takie zaciążone do szkoły… Żałość. Szkoda mi takich ludzi, którzy nie umieją znaleźć sobie porządnego hobby. A o zainteresowaniach sięgających dalej niż słuchanie disco polo w rozpadającym się maluchu to już nie wspomnę. No może nie powinnam się w tym momencie wywyższać, gdyż sama wielkim trutniem jestem, ale i tak szoda mi niektórych osób.

Przez smutne przemyślenia i myśli przebija się radosny akcent: chyba zrozumiałam o co chodzi w sudoku =] Pracujące w zwolnionym tempie zwoje mózgowe Aneci zaczęły wreszcie działać. Lepiej późno niż wcale. Ha! i chciałabym wszystkich powiadomić, że wyciągnełam z Sojera i nastroiłam gitarę Mariję. Czyn ten nie pozostaje bez uzasadnienia, gdyż wiąże się to z powrotem do ćwiczeń i grania „Czarnych oczu” na zmianę z „Nothing Else Matters” (harcerski nastrój mnie nie opuszcza).

Juma


Zwlekłam się dzisiaj rano z łóżka dość wcześnie (około
godziny 11) i na wpół świadoma pokonałam 16 schodów w dół. Na dole
jakoś cicho było, więc zaczęłam szukać żywych dusz. Znalazłam po chwili
mamę siędzącą przed telewizorem i oglądającą MTV na zmianę z CNN. Spojrzała na mnie
jakoś dziwnie i powiedziała: Michael Jackson umarł. Nie powiem że mnie
nie ruszyło. Nawet pewna refleksja przyszła mi do głowy:
Michael Jackson to człowiek, który był namacalnym dowodem na to, że bycie białym nie zawsze czyni człowieka lepszym.

Wygrzebałam dzisiaj Jumę. Już kiedyś słyszałam o tym filmie, ale jakoś nigdy nie mogłam znaleźć tego w necie. Przypadek chciał abym dzisiaj obejrzała to jakże dziwne dzieło. Już sam opis na stronie gównej był dość zagadkowy:

Projekt filmowy o
„złowieszczym” tytule „Juma”, narodziła się w głowie reżysera – Wiktora
Kiełczykowskiego, przy porannej kawie. Wtedy właśnie usłyszał w radiu
wiadomość o napadzie, ktory zdarzył się niedaleko jego domu. Złodzieje
napadli na sklep sieci „Biedronka”. Steroryzowali obsługę sklepu
plastikowymi pistoletami, na głowach mieli pończochy, a samochód popsuł
im się chwile potem, jak odjechali z miejsca przestępstwa. Wiktor
Kiełczykowski odrazu stwierdził – „to jest świetny materiał na komedie,
trzeba to napisać!”. I tak się też stało. Następnego dnia rozpączął
pracę nad scenariuszem, a miesiąc póżniej, razem z Marcinem
Stankiewiczem, filmowcem niezależnym z Bydgoszczy, realizować swój
projekt.

Film „Juma”, przez niektórych uważana jest za najgłupszy film
polskiego offu, przez innych za najśmieszniejszy lub
najinteligętniejszy, a jeszcze inni w ogóle nie mają zdania.

Jumę można obejrzeć na stronie :
http://www.juma.kameraakcja.pl/

enjoy.

Phantom of the Opera

Nie ma to jak zaufanie narodu do szczebla rządzącego…. Też chciałabym kiedyś móc wejść do sklepu, wyrazić swoje niezadowolenie z obowiązujących cen i usłyszeć, że ceny zostały obniżone, bo wcześniejsze mi się nie podobały. Póki co ukłony w kierunku jedynego człowieka, który był w stanie tego dokonać – Влади́мира Влади́мировича Пу́тина.

Obejrzałam „Upiora w operze”. Muszę powiedzieć, że opłaciło się poświęcić prawie dwie i pół godziny, bo ekranizacja musicalu była przednia. Pieśni szarpały za me wrażliwe serce, a niespodziewane grzmoty (tak grzmoty) akordów organowych sprawiały, że ciary po plecach szły. I w ten oto sposób postanowiłam sprawdzić czy w Romie grają jeszcze Upiora. Jak się okazuje grają i pocieszający jest fakt, iż nie trzeba już pół roku wcześniej rezerwować biletów żeby owy musical zobaczyć. Ale jest też niestety druga strona medalu… Przedstawienia grają do końca czerwca a wznowienie dopiero we wrześniu. No to sobie poczekam, bo raczej nie ma szans, że w czerwcu nawiedzę stolicę. Cierpliwym trzeba być, bo słyszałam, że „Upiór w operze” przebija „Koty” i „Metro” (chociaż szczerze powiedziawszy „Metro” wspominać będę zawsze mile – wiadomo z jakiego powodu ;]).

Qbatura

Zawsze miałam ciągoty do majsterkowania, ale zazwyczaj były to raczej konwencjonalne pomysły. Zdarzyło mi się rozkręcić komputer, mp4, radio… Obecnie z tych sprzętów tylko komputer jeszcze działa. Chciałam zrobić kiedyś test z mikrofalówką, ale szkoda mi było psuć domowy sprzęt (robienie popcornu musiało mnie uszczęśliwić). Na szczęście zaczęło powstawać coś, co być może moją ciekawość zaspokoi. Muszę tylko mejla wysłać z moimi pomysłami i witaj świecie ‚bezkrwawych’ eksperymentów bez ponoszenia strat materialnych. Qbatura – bo o tym programie mowa ukazuje się co tydzień w Internecie. Pierwszy odcinek był lekko mówiąc lipny, ale drugi zaspokoił moją ciekawość, co z kolei dobrze rokuje na przyszołść. Zastanawia mnie jedynie to czy ta mikrofalówka jest na gwarancji…

Siedem grzechów głównych

1) Ruszył mój nowy blog o muzyce (nie liczę na miliony czytelników, po prostu muszę się na czymś wyżyć): wystarczy kliknąć tu, albo tam obok =>

2) Miałam wstawić dzisiaj drugi odcinek Qbatury i wyjaśnić dlaczego go wstawiłam, ale jeszce nie został on wrzucony na youtube, więc muszę to odwlec.

3) Muszę trochę nogi zdeptać, gdyż nie przeżyję dwóch godzin w niewygodnych fotelach łosickiego kina. Jeszcze myszy mogę tolerować, ale żeby tak widza męczyć… przecież to karygodne. A człowieka niewymiarowego to już w ogóle nie biorą pod uwagę – nędzny mój los. Dobrze że bilety są w miarę tanie.

4) Kubuś Fatalista jest od dziś moim idolem. o!

5) Czy ten deszcz przestanie kiedyś padać? Ja rozumiem dzień, dwa, trzy… ale żeby przez dwa tygodnie niemal dzień w dzień – wnoszę skargę na stan pogody. Moje umyte okna nie lubią deszczu, a jak tak dalej będzie to ja też przestanę lubić wodę lejącą się z nieba.

6) Nowy internetowy system biblioteczny mnie pozytywnie zadziwił. Przynajmniej nie muszę przedzierać się przez siedleckie, węgrowskie itd. zasoby. Klikam i już widać co mogę, a czego nie. A bibliotekę lubię też za to, że nikt się nie skapnął jeszcze o karach, które powinnam zapłacić =]

7) Stary listonosz powrócił – radość nieoceniona.

Pora umierać

W stresie związanym z nieuniknioną hańbą towarzyszącą odebraniu wyników z matury:

Kasia  20:41:06

postraszyłaś mnie o tych warszawskich światłach że się boję tam łazić teraz
Kasia  20:41:15
a ludzie jeżdzą jak szaleni
Ja 20:41:24
ach nie bierz mych słów tak dosłownie…
Ja 20:41:36
a jeżdżą – przyznać trzeba
Kasia 20:42:21
sama widziałam wczoraj w stolicy parę takich, którym sama bym zabrała prawo jazdy
Ja 20:42:51
warszawskich kierowców już nie zmieni nikt =]
Ja 20:43:34
a jechałaś sama przez tą dżunglę?
Kasia  20:43:55
takich wychowujemy nie karząc odpowiednio
a może pójdę do policji to im pokarzę kto tu rządzi…
Kasia 20:44:18
tylko w nocy jechałam w dzień to bym umarła ze strachu
Ja 20:44:21
Kasia – odczuwam pierwsze oznaki obłędu =]
Ja 20:44:35
nie krzycz na panów policjantów tylko…
Kasia 20:44:36
co masz na myśli
Ja 20:45:06
słowa „pokażę kto tu rządzi” mnie wystraszyły nieco
Kasia 20:45:55
trzeba być silnym i władczym przeczytałam odtatnio
Ja 20:46:08
aha ok
Kasia 20:46:28
tylko tacy pozostają w pamięci potomnych
Ja 20:47:15
a ty chcesz na starość zacytować Horacego: „wybudowałem pomnik twardszy niż ze spiżu…” – godne pochwały ;]
Kasia  20:48:01
no a co Ty myślałaś ja postanowiłam nie mieć dzieci za to poświęcić się dla innych
Ja 20:48:15
hahah
Kasia 20:48:41
mogę cię przygarnąć w razie potrzeby
Kasia 20:48:55
pamiętaj o tym
Ja 20:49:36
dobra, jak mój kręgosłup moralny zostanie całkowicie zniszczony to się zgłoszę
Ja 20:49:56
będziesz  ratować resztki mego człowieczeństwa
Kasia 20:50:03
jeszcze parę lat i umrę nie zostawię przynajmniej płaczących dziatek po sobie
Kasia 20:50:13
obiecuję będę
Kasia 20:51:04
jak zerknęłam któregoś dnia w statystyki to za ok 10 lat umrę na raka trzeba się cieszyć życiem
Ja 20:51:33
Kasia ty to masz umysł analityka jednak
Kasia 20:51:44
trzeba zacząć w końcu od jakiejś porządnej publikacji :P