Miesięczne archiwum: Wrzesień 2009

Moving To Warsaw

Eh, jak mi się nie che… Jutro opuszczam rodzine strony, by zamieszkać w jakże rozsławionym budynku, który pamięta chyba jeszcze rozbiory Polski. Jutro zamieszkam w aka. Chyba najbardziej się boję karaluchów. Resztę przeżyję. Przy pakowaniu mojego majątku nie zdawałam sobie sprawy z tego, że te dwie niepozorne torby mogą tyle ważyć. Jak jutro będzie padać deszcz (a ma padać), to naprawdę sobie współczuję. Zadziwiła mnie także ilość ciuchów jakie mam w posiadaniu. Po wyrzuceniu wszystkiego z szafek nie dało się przez pokój przejść (jednakże to nie zmienia faktu, że nie mam w czym chodzić). Strasznie to wszystko wygląda, ale cóż trzeba kiedyś wakacje skończyć. 
Studentka? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.

PS. Pierwszy odcinek z 6 sezonu Desperate Haousewies po prostu przezacny. Producentom i scenarzystom chyba powróciło poczucie humoru ;)

Z ostatniej chwili

Jakoś przeżyłam kolejny ślub i wesele w moim życiu. Nie lubię chodzić na takie uroczystości, dlatego wybieram się jak już muszę. Teraz musiałam, więc z bólem przecierpiałam trzygodzinną paplaninę GPS-a (słowo ‚bank’ wzbudza we mnie najgorsze instynkty) i ludzi gapiących się na mnie, gdy przymusowo w korkach utknęłam (nie rozumiem dlaczego ludzie nie gapią się na kogoś innego… mój tato mówi, że dobrze mi z oczu patrzy i dlatego się wpatrują w me oblicze =]). Nie zostałam poruszona urokiem ceremonii ani kreacjami gości, obojętność mną zawładnęła. Najgorsze jest to, co mi zostało wkute w życiorys, czyli:
1) chodząca po głowie rustykalna piosenka:
Wódko ma wódko ma wódko ma,
któż bez ciebie sobie w życiu radę da,
jesteś miła, chociaż żrąca,
ale dobra i pachnąca [...]

2) Tanie wino, dużo niedobrego jedzenia.
3) Przy stole dla singli siedziały tylko dzieci, emeryci i ja.
4) Orkiestra nie umiała zagrać
YMCA toteż zawiodłam się niezmiernie.
5) Nocleg we trzy osoby na łóżku + kasztany pod prześcieradłem gratis (było ciepło, aczkolwiek się nie wyspałam).

Nie lubię ślubów i wesel. O!

Heima

Polska powiatowa. Czy jest zła? Jakby się nad tym zastanowić to nie jest tak wcale źle. Górniak wyzyskiwacz z przejawem wielkiej uprzejmości wymieni ci patyczki na Big Milki, w aptece możesz sobie kupić pół opakowania tabletek na wzmocnienie włosów i paznokci…. Gdzie by się człowiek nie znajdował zawsze ma wszędzie blisko. Więc chyba źle nie jest. I to wcale nieprawda, że wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko. Dla mnie „druga strona rzeki” zostanie zapewne tajemnicą na wieki wieków. Głównie dlatego, że kojarzy mi się z rozpustą, pijaństwem i Żydkami (!). Dlatego nigdy nie próbowałam odkrywać tamtych stron. To tak jak z Warszawą wschodnią i Warszawą zachodnią – dzieli je Wisła. Wschodnia mnie drażni, natomiast do zachodniej nic nie mam. Taka dziwna mentalność się we mnie ukształtowała*. Tylko w takiej małomiasteczkowości trudno być wyrazistym. Trudno być po prostu „innym”. To, że nie jest się w pełni anonimowym stwarza granice. A jak się wykracza poza masowość, to czuje się niezrozumienie i wszyscy sie gapią na ciebie jak na idiotę. Koniec.

Hmmm… właśnie rozkminiłam dlaczego jestem dziwna…

*(Piszę te słowa anonimowo w nadziei, że nie przeczyta ich żaden członek zarzecznej grupy przestępczej. Chciałabym jeszcze trochę pożyć…)

Smile

Listonosz chyba mnie lubi. Wręczając listy ładnie mi mówi: no to Anetko poproszę podpis tutaj (wszyscy będący w tym czasie w domu śmieją się ze mnie w ukryciu, by po zamknięciu drzwi wyjść z ukrycia i smiać się ze mnie publicznie). Mówi to w taki sposób, że widać całą jego wbrakowaną protezę. Nie ma w sumie co się dziwić… Na poczcie płacą słabo, więc proteza też słaba.

Zastanawia mnie tylko jedna sprawa. Dlaczego lubią mnie tylko panowie około pięćdziesiątki z wybrakowanymi protezami? (Wiesław z Bobolic aka Karate Kid stan uzębienia również ma kiepski, a szczerzy się równie szeroko jak listonosz).

Nie mam pojęcia.

Do Czech razy sztuka

Filmweb próbuje usilnie wmówić mi, że Nestyda (aka Rozpustnik aka Do Czech razy sztuka) to komedia. Może ja jakaś dziwna jestem, ale elementów komicznych nie odnajduję zbyt wiele w tym filmie. Raptem dwa razy śmiać mi się zachciało (motyw z PINem i oszukana prognoza pogody). Poza tym cienko, że aż nie chce mi się pisać o tej miernocie. Muszę się jakimś dobrą komedią podbudować bo zwątpię.
Kolejka amerykańskich szmatrixów czeka, może będzie lepiej ;)

O zagubionych wspomnieniach

Przypomniałam sobie o moim pierwszym dziele pisanym w moim skromnym życiu tj. o liście do świętego Mikołaja, który napisałam w wieku lat czterech. Po dziś dzień jestem z niego dumna, gdyż jest to dowód na odrobinę mojego geniuszu (lepszy rydz niż nic…). Chciałam sobie jeszcze raz na niego popatrzeć, więc pytam mamę gdzie mogę go znaleźć. Mama mi odpowiedziała, że to pamiątka rodzinna i że jest dobrze schowany. Pytam więc gdzie jest schowany. W odpowiedzi usłyszałam: jest gdzieś na strychu. Zabolało.

Po otrząśnięciu się z całej tej sytuacji doszłam do wniosku, że znajdę list.
Kiedyś napewno.

Świeże myśli z głowy Przebiegłej Kreatury

Nie chce mi się wyjeżdżać. Na samą myśl o pakowaniu walizek i męczeniu się z nimi przez 130km (w jednostce czasu będzie to około 2 godzin) robi mi się niedobrze. Zostałabym jeszcze jakieś dwa miesiące w domu i oglądałabym film za filmem. Eh rozmarzyłam się…
Na jutro mam plan. Ponieważ nie dostałam podwyżki rzucam pracę. Wpadnę tylko po wypłatę i już mnie nie ma. Nie bedę harować od 8 do 18 za niewolniczą stawkę, basta!

A tak z innej beczki… Chciałabym być erudytką. Erudytką taką jak Kosiorek Tomasz <ukłony>.

Długopis typu „SuperGel”

Chyba zapomniałam jak się pisze długopisem. I to już nie chodzi o bazgranie i krzywe literki. Ręka mnie zaczyna boleć po pięciu podpisach. Wizyta w banku to potwierdziła. Tylko, że w banku musiałam złożyć jakieś siedemdziesiąt podpisów (a każdy podpis jakiś inny się wydawał…) czym swoją wiekową rękę nadwyrężyłam. Starość nie radość… Potem tą nadwyrężoną ręką musiałam samochód myć (tzn. nie ręką, a szczotką, ale to i tak nie zmienia faktu, że samochód szorowałam). Zawsze mnie na ofiarę rodzina wybierze. Przecież nawet tym samochodem nie jeżdzę… Dlatego będę jeździć komunikacją miejską – autobusów przynajmiej nikt nie będzie mi kazał myć. A żeby nerwacji mi nie zabrakło… UW zażyczyło sobie obowiązkowych testów poziomujących z języka. Jakie ja nerwy przeżywałam jak test z anglika rozwiązywałam… To tak jakbym widziała maturę, której nie pisałam tylko bardziej pokręconą.  W sumie mogłam zrobić test z ruskiego i się nie denerwować, ale raz się żyje niech będzie angielski. Trzeba walczyć ze wschodnim akcentem. O!

Weź się Uczesz Records presents…

Żeby w normalnym sklepie komputerowym chcąc zaopatrzyć się w linkę Kensington sprzedawca odsyłał cię na Allegro to już gruba przesada… Dobrze, że istnieje takie coś jak konkurencja. W sklepie naprzeciwko sprowadzą mi ją na wtorek ;)

Jestem jeszcze trochę oburzona, gdyż dzisiaj rano padłam ofiarą nędznej intrygi. A było to tak… Jedziemy samochodem do malinowego chruśniaka i w pewnym momencie na horyzoncie zarysowała się postać Wieśka na rowerze. Dziewczyny rzuciły pomysł żeby mu pomachać. Wyszło tak, że gdy nastała komenda: MACHAMY DO WIEŚKA tylko ja wykonałam ten gest uprzejmości…  Wynikiem tego jest to, że wszyscy się ze mnie teraz naśmiewają, bo Wiesław (pseudonim Wiesław z Bobolic aka Karate Kid) się mnie uczepił. Ta zniewaga krwi wymaga!

[A tak nawiasem to jestem w szoku, że ktoś czyta te moje nudne wywody. Normalnie szukam szczęki po podłodze ;) Pozdrowienia dla starej_torby xD]