Miesięczne archiwum: Październik 2009

Nad modrą łąką

Co zrobić kiedy się zapomniało ładowarki do telefonu, a ten jak na złość Ci się rozładował? Odpowiedź jest prosta… kup sobie nowy ;) Dzięki memu roztargnieniu od dzisiaj cieszę się telefonem dotykowym z trzema kolorowymi obudowami do wyboru. Najgorsze jest to, że nie wiem na jaki kolor się zdecydować. Póki co przystałam na czerni, klasyka górą. Ot i co. Tyle w kwesti przechwalania się.

A w kwesti odmiennej od obmacywania komórki…

umieram z przejedzenia
i zapewniam, że to wcale nie jest przyjemne uczucie

Nie Widzisz Jakim Dyliżansem Płynę?

Nie toleruję wrednych ludzi. Z mojej strony proces ten zaczyna przybierać formę „rasizmu”. Czy tacy ludzie są istotami ludzkimi? Przypuszczam, że wątpię… Są to twory człekopodobne zesłane przez kosmitów aby dręczyć człowieczeństwo. Tak bym to ujęła. A skąd u mnie takie przemyślenia? Otóż…

Od około tygodnia obchodzę „dzień radosnego pasażera”. Polega to mniej wiecej na tym, że jadąc pojazdem mechanicznym (obojętnie jakim, dajmy na to przykładowo trolejbusem) cieszę się z byle czego. Przemieszczam się wesoła przez tysiące ludzkich spojrzeń i dziwacznych zachowań. Zdarzyło mi się nawet w ramach tejże akcji śpiewać w tramwaju z moją empetrójką (zaczaiłam o co chodzi dopiero kiedy jakaś staruszka się gapiła na mnie z pogardą przez dobre 10 minut…).
Niestety nie  zawsze moje dobre chęci wystarczają do „rozchmurzania” ludzkości…

MIEJSCE: Siedlce, przystanek busów „Jares”
CZAS AKCJI:  30.10.2009, godzina  14:15
BOHATEROWIE:  Działaczka Podziemia, 
 Pan  2w1 (kierowca i sprzedawca biletów)


Jadąc do domu zazwyczaj wysiadam w mieścinie ozwanej Siedlcami z pociągu i zmierzam na drugi pociąg lub też idę na autobus tudzież bus. Dzisiaj wybrałam sobie busa. Wsiadam w celu kupienia biletu i zajęcia sobie miejsca, by po dokonaniu tejże czynności wstawić swą ekstraordynaryjną walizkę do bagażnika. I wtedy kierowca jak nie zaczął się na mnie wydzierać, że walizkę do bagażnika się wstawia i takie różne pierdoły pod moim adresem. Myślałam, że mu przyfasolę. Wyszło na to, że musiałam iść i natychmiast wstawić swój bagaż, tamując tym samym kolejkę (za co mnie większość pasażerów pewnie znienawidziła). I po co tyle krzyku? Nie toleruję wrednych ludzi. O!


Contraponto bestiale alla mente

Jako osoba kulturalna jestem żądna każdej formy obcowania ze sztuką pod różnymi postaciami. I nie żartuję ani tym bardziej się nie przechwalam. Po prostu taka jest już moja natura, nic na to nie poradzę… Dzisiaj padło na koncert muzyki poważnej, który odbył się na UKSW (Uniwersytet Koło Samej Warszawy). Byłam przekonana, że usłyszę popis gry na instrumentach i kiedy na „scenę” wyszedł kwartet  wokalistów zdziwiłam się ogromnie. Mniej więcej w czsie, gdy „Il Canto Minore” (współpracujące z filharmonią) wykonywali „Życzenie” Chopina coś niedobrego zaczęło się dziać z moim gardłem (wczorajszego wieczoru trochę zaszalałam ze śpiewaniem „Hej sokoły” na www.jakelvis.pl i do końca nie mogę opanować teraz procesów zachodzących w moich przewodach oddechowych…). Na sali byłam w mniejszości, gdyż średnia wieku wynosiła około 80 lat, więc i tak wyróżniałam się z tłumu, a teraz jeszcze to gardło… Łsakotało, gilgotało, drapało powodując mimowolne kaszlanie. A jak wiadomo na takich imprezach jedynym pożądanym dźwiękiem oczekiwanym od publiczności jest klaskanie. Szczerze powiedziawszy myślałam, zę się uduszę powstrzymując się od kaszlania. I bądź tu człowieku mądry w takiej sytuacji…

Po koncercie był poczęstunek w formie szwedzkiego stołu. To wydarzenie sprawiło, żę chodzę cała w skowronkach do chwili obecnej. Po dość częstej konsumpcji zupek chińskich oraz innych dań na szybko, widok krewetek, łososia, przepiórczych jajek, ciasteczek i apetycznej szarlotki był miodem dla mojego żołądka. Burżujstwo pierwsza klasa. Szkoda tylko, że nie mieli szampana… ale i tak sobie odbiłam ten zawód w inny sposób =] Na stolikach stały róże w ilościach (według mnie) nadmiernych, więc mówię do angiełła: ej ja chcę taką różyczkę… a ona mi na to, że to nie przystoi. Suma sumarum wyszło na to, że obie sobie różyczki z pańskiego stołu zabrałyśmy i opuściłyśmy lokal w pośpiechu, żeby nikt tego czynu haniebnego nie zauważył. Efekt  zaistniałej sytuacji obrazuje barwna fotografia znajdująca się obok.

Future Reflections

Próba klawiatury.
Własciwie to wiem co chę napisać, ale nie mam pojęcia jak to zrobić.
Napiszę więc to, co jeszcze jestem w stanie światu przkazać.

Wczoraj dzwoni telefon. Odbieram. Po drugiej stronie odzywa się głos mojego taty. Pierwsze pytanie jakie mi zadał brzmiało mniej więcej tak:
- Masz gdzieś telewizor?
Odpowiedziałam, że gdzieś na dole w sali telewizyjnej jest, ale na oczy go nigdy nie widziałam.
- A radio? – pyta dalej
Radia też nie mam, chyba że przez Internet.
- To gdzie będziesz śledzić walkę Adamka z Gołotą?
I w tym momencie mnie zamurowało. Żeby po 19 latach mojej ziemskiej wędrówki rodziciel nadal nie przyjmował do wiadomości tego, że nienawidzę oglądać rozgrywek sportowych…
- Dobra, to masz z mamą pogadaj.

Królowa fal

Moja parasolka się rozklekotała. Dramat rozegrał się w oprawie rozszalałych żywiołów. Z parasolki zrobiła się zupełnie bezużyteczna miotła, a ja stoję i walczę. No cóż… życie nie jest łatwe. A z racji tego, że fundusze na miesiąc październik są na wymarciu, poddaję się opadom atmosferycznym z zaciśnietymi zębami. Jeśli ktoś chciałby mi sprezentować parasolkę byłabym wdzięczna.

A tak z innej beczki… Kocham akademikową wymianę filmową. Z tego miejsca szczególnie pozdrawiam całą polibudę, „Jelonka” oraz dobre dusze ze „Smyczków” i oczywiście polecam się na przyszłość  ;)

Każdy niechciany dotyk to gwałt

Stwierdziłam, że potrzebuję kontaktu z kulturą. Poszłam więc do kina, ale żeby nie było mi smutno zabrałam ze sobą parę osób z dawnego podwórka. Miało być nietypowo i było: film rosyjski & ponad  2,5 godziny rozkminiania kreacji psychologicznej bohaterów (co niektórzy przysypiali na fotelach =]). Fajnie było, ale…

Zdarzyło się tak, że siedzieliśmy obok siebie w jednym rzędzie. Moja skromna osoba chicała się skupić, węic siadła sobie na brzegu. Po chwili przysiada się obok mnie jakiś starszy pan w wieku około lat 70-80. Zaczyna się film… Po jakiś piętnastu minutach czuję na swym kolanie czyjąś rękę. Wzięłam telefon i upewniłam się do kogo ta ręka należy. Nie była to ręka Justyny, która siedziała po mej lewicy. Właścicielem ręki był starszy pan po mej prawej stronie. Na początku myślałam, że to przez przypadek i strasznie się wierciłam, żeby się pozbyć jego reki z mojej nogi. Niestety przez dalszą czesć filmu sytuacja się powtarzała i w pewnym momencie nie wytrzymałam. Żeby staruszka zawstydzić powiedziałam uprzejmie dość głośno: „Czy mógłby Pan zabrać rękę z mojej nogi?” wszyscy obok się tak dziwnie spojrzeli, ale przynajmniej miałam spokój do końca seansu ;)

Nie rozumiem tylko dlaczego zawsze mam powodzenie tylko u panów w wieku średnim i powyżej. Może w końcu jakiś mój rówieśnik zrobi im konkurencję =]

Transmigracja karpia

Z powodów paru, a w szczególności:
- niedouczonej fryzjerki, która sprawiła, że nie chcę się pokazywać światu
- braku istotnych wydarzeń w mojej egzystencji
- monotonności wypowiedzi
- kryzysu wiary
- niezrozumienia

zastanawiam się czy nie zawiesić tudzież zakończyć działalności podziemnej.