Miesięczne archiwum: Styczeń 2010

Co robić, żeby nic nie robić

W poniedziałek mam ostatni egzamin, a póki co robię dosłownie wszystko żeby się nie uczyć. Prokrastynacja daje o sobie znać. Ale przypuszczam, że większość ludzi ma podobne doświadczenia do moich, bo instytucji ustrojowo-prawnych w dużych dawkach nie da się przeżyć.

Wymyśliłam sobie, że w ramach przerwy pojadę na zakupy do pobliskiej Galerii Mokotów. Szykowałam się chyba z pół godziny, bo to trzeba sobie coś na mp3 wrzucić, a to czapka nie pasuje do kurtki itp. itd.  (chyba mam coś po mojej cioci – ona też nigdy zebrać się w sobie nie może…). Wchodząc do galerii oczywiście dostałam drzwiami w twarz (bo to takie drzwi co to trzeba je popchnąć i jakiś brdzo rozgarniety człowiek wchodzący przede mną z takim tupem je otworzył, że gdy byłm na progu drzwi zaczęły wracać do pozycji początkowej, a że ja na tej pozycji właśnie się znajdowałam, to już chyba każdy wie jak się to skończyło…). Moja ochota na ciuchy przeszła wraz z incydentem z drzwiami. Udałam się więc do hipermarketu na literę C. Biorę koszyk, podgłaśniam mp3 praktycznie na maksa i wraz z dźwiękami Siddharthy wkraczam między dziki tłum ludzi. Mój wzrok w pewnym momencie przykuły dwie informacje na żółtej kartce tuż przed moją głową: „DVD” i 2,99. Łatwo się domyślić co robiłam przez kolejne 20 minut… Spośród jakichś romansideł i zupełnie bezwartościowych produkcji wygrzebałam sobie trzy filmy, a w tym taką perełkę, o której jak się okazuje nawet filmweb mało słyszał (a mówię tu o „Architekcie”). Do kasy szłam z bananem na ustach i tak mi sie humor poprawił, że gdy wracałam do aka ludzie w 189 jakoś dziwnie na mnie patrzyli. Wróciłam, odpaliłam komputer i oddałam się w pełni obdzieraniu z folii moich zdobyczy. Pierwszy horror działał, drugi podziemny film także, ale niestety jak doszłam do „Architekta” to już tak wesoło nie było. Sidik za żadne skarby świata nie chciał się odpalić. W tamtej chwili mój dobry humor zakończył swój byt ustępując miejsca ogólnemu roztrzęsieniu i bulwersacji. (Dlaczego jak mi na czymś zależy to zawsze się coś wali?). Bardzo się wkurzyłam, bo tego filmu nawet w sieci znaleźć nie można. Przedstawiłam sobie szbko w myśli za i przeciw tej sytuacji i postsanowiłam wrócić do hipermarketu na C. i zarządać wymiany na film działający, albo zwrotu moich 2,99 (w końcu taka kasa piechotą nie chodzi). Pojechałam. Zwracam sie do pani w punkcie obsługi klienta z moją sprawą. Okazała się bardzo miłą osobą i zaoferowała mi wymianę. Pół godziny czekałam na mój nowy film, ale pani mnie niestety rozczarowała. Mówi do mnie, że przekopała cały pojemnik z filmami i nie znalazła drugiego egzemplarza „Architekta”. Zmartwiło mnie to oświadczenie.

Jedynym pozytywem tej sytuacji było to, że miła pani kazała mi iść jeszcze raz do koszyka i w nagrodę wybrać sobie inny film. Spędziłam kolejne 15 minut przekopując od nowa wszystkie filmy i rzeczywiście nie było „Architekta”. Suma summarum wzięłam sobie jakiś równie mało znany film. Jednakże ból po stracie pozostał…

Przegląd tygodniowy (6)

Księżniczka i żaba

Generalnie bardzo tradycyjna bajka. Jest ksiażę, księżniczka i biedne, prawe,  pracowite dziewczę. Byłam jednak w szkoku, bo to chyba pierwsza ksreskówka, gdzie głównymi bohaterami są czarnoskórzy ludzie. Ten element do tradycyjnych nie należy. Film powalił mnie na kolana i długo jeszcze będą za mną pewnie chodzić dialogi typu : „świecące tyłki, świecące tyłki…”. Przyczepić sie mogę praktycznie tylko do jednego. Otóż pan podkładający głos dla Raya strasznie seplenił, co w połączeniu z szybką mową dało wiadomo jaki efekt. Reszta jest genialna.

Rewers

Swego czasu całe miasto było poobklejane w plakatach, z których groźny wzrok kościstej Agaty Buzek (jak można być aż tak chudym człowiekiem?!?) kazał zmieniać współrzedne byle tylko nie być w zasięgu jej „spojrzenia” (przynajmniej tak na mnie działały owe plakaty). Mężnie uciekałam od tego wzroku, ale po pewnym czasie doszłam do wniosku, że trzeba być twardym i stanęłam oko w oko z filmem Rewers. Gdyby nie umiejscowienie akcji w komunizmie i pewne charakterystyczne obiekty (czyt. Pałac Kultury), to miałabym nie lada problem z określeniem czy jest to rzeczyiście polski film. Co jak co, ale polskie kino przyzwycziło mnie do uczucia rozczarowania, a tu proszę – wyjątek. Sprytnie popełniona zbrodnia i równie przebiegle opracowany plan pozbycia się zwłok. Za te dwa elementy lubię ten film.

It Might Get Loud („Będzie Głośno”)

„It Might Get Loud” to film, który bardzo profesjonalnie podchodzi do pojęcia muzyki. Widać, że ludzie, których poproszono o opowiedzenie swoich historii kochają to co robią i przede wszystkim się na tym znają. Mnie osobiście od dawien dawna intryguje Jack White, który nie dość, że jest genialnym muzykiem (udziela się w takich zespołach jak The White Stripes, The Raconteurs i The Dead Weather) , który wytworzył swój własny styl grania na gitarze, to jeszcze jest niesłychanym majsterkowiczem. Zresztą udowadnia to na każdym kroku np. w filmie Coffee and Cigarettes.
Zdecydowanie odradzam oglądanie „It Might Get Loud” osobom, które nie interesują się muzyką, a w szczególności graniem gitarowym. Jesli ktoś nie czuje tego klimatu, po prostu nie zrozumie przesłania i wynudzi się zamiast spędzić dobrze czas.  

Avatar

Na „Avatara” wybrałam się tuż po zakończeniu pisania jednego z najgorszych egzaminów sesji zimowej. Mózg miałam kompletnie wypłukany i w pewnym momencie zaczęłam się martwić, czy „bez skryptu” dam radę rozkminić ten film. Obawy okazały sie jednak niesłuszne. Wbrew pozorom fabuła wcale nie jest zawiła, powiedziałabym nawet, że jest bardzo przewidywalna: zło jest złe, a dobro jest dobre z czego wynika, że dobro>zło => zło przegrywa, dobro wygrywa (to tak w skrócie). Cała wyjątkowość tego filmu leży gdzie indziej… Efekty. Po prostu czowiek siedzi wpatrzony w ekran i wzroku oderwać nie jest w stanie (nawet przy tak niesprzyjających warunkach jak porysowane okulary). Moim faworytem są roślinki i zwierzątka leśne – cudo ;)

Changeling („Oszukana”)

Bardzo wzruszająca historia spowodowała, że łzy leciały mi momentami ciurkiem. Bardzo dobry film. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy. Aha, pani Angelino J., jeśli mnie pani słyszy… powinna pani częsciej inwestować w stylizacje na późne lata dwudzieste – korzystna fizjonomia.

(I co to za idioci stworzyli w procesie tłumaczenia z Changeling Oszukaną?)

Lesbian Vampire Killers

Kolejny film o wampirach, tym razem jednak wampiry są lesbijkami obciążonymi klątwą i nie jest to komedio-horror rodem z USA, tylko iście brytyjska produkcja. Wszystko byłoby po amerykańsku, gdyby nie fakt, że brytyjczycy mają specyficzny akcent i poczucie humoru. Troche beznadziejny i nudnawy. Gdybym nie miała go na DVD to raczej nie skusiłabym się na zapoznanie sie z tym zacnym dziełem. Odmóżdżacz klasy drugiej. O!

Exit Through The Gift Shop

Czyżby film dokumentalny o Banksy? Wygląda na to, że tak. I to już niedługo. Może w końcu się dowiemy kim jest ta niesamowita persona. Sam obiekt głównego zainteresowania dość zagadkowo mówi o całym tym przedsiewzieciu: “to opowieść o tym jak jeden człowiek postanowił sfilmować niefilmowalne. I poległ”. W tym momencie moja cierpliwość zaczyna się niecierpliwić – muszę to zobaczyć. Premiera ma się odbyć podobno na festiwalu Sundance, gdzie ma się „ujawnić” sam Banksy. Uzbrajam się więc w cierpliwość i czekam na te zacne i jak myślę grube dzieło ;)


Back To The Start

Nastał względny czas spokoju. Do końca sesji pozostał jeden egzamin, więc chyba już najwyższa pora wrócić do normalności. Zaczynam od nadrobienia karygodnej wręcz zaległości w postaci wybrania się na Avatara. Lepiej późno niż wcale ;) Generalnie robię sobie dwa dni przerwy, co wcale nie oznacza, że nie będę nic robić. Wręcz przeciwnie, zapowiada sie pracowity acz przyjemny czas. Jedno wiem na pewno: widok jak na poniższym obrazku nie będzie mi towarzyszył.

Зима

Gdyby ktoś zapytał mnie w tym momencie o najgorszą chwilę w moim życiu, to pewnie odpowiedziałabym hmm… Wczorajsze wieczorne zwiedzanie chodników warszawskich – niezamierzone, acz co robić gdy wszystkie autobusy ci jak na złość pouciekały, a na dworzu jest -X stopni, żadnej żywej duszy, a do celu 1200 metrów (liczyłam kroki, więc wiem).

Po powrocie martwiłam się jedynie czy moja twarz nie zostanie amputowana, reszta była tylko radością, że koloryfer działa.

Szantaż

Kubki smakowe to bardzo przebiegłe nędzne kreatury.

Niedziela: Dawaj pizzę, bo jak nie to pożałujesz!
Poniedziałek: Nakarm nas czekoladą, bo nie damy ci zasnąć.
Wtorek: Tylko popatrz, jak to piękne jabuszko się do Ciebie uśmiecha…
Środa: Może szprotka z puszki w sosie pomidorowym? Tylko pamietaj, by przed spożyciem wydłubać kręgosłupy i rdzenie kręgowe.
Czwartek: Mamy ochotę na spaghetti ze słoika.
Piątek: Dlaczego katujesz nas tą herbatą smakującą jak siano?

Cholera, kiedyś ci mali szantażyści mnie wykończą.

Bonkers

Dlaczego większość ludzi pod wpływem napojów wyskokowych daje upust emocjom poprzez niewiarygodnie głośną emisję dźwięków? Ja rozumiem, w zamierzeniu pierwotnym miała być to piosenka… lecz troszkę nie wyszło. Nawet bardziej niż troszkę.

Sprawa przedstawia się mianowicie tak:
Pod drzwiami mam stado rozochoconych wyjców
śpiewających wraz z machiną grającą po raz setny
„I love you baby” na zmianę z „Poker Face”

I bądź tu człowieku mądry,
gdy tyle kłód pod nogi rzuca życie.

Bosz… zaraz wyjdę z siebie i stanę obok.
A gdy już będę miała czas…
to zrobię taki melanż, że mnie na długo zapamiętają. O!