Miesięczne archiwum: Luty 2010

Zmiana współrzędnych

Nienawidzę pekaesów.


To zdanie stało się dzisjaj najczęściej powtarzaną przeze mnie z uporem maniaka mantrą. Chociaż muszę się przyznać, że zachowanie mojego stanu umysłu w spokoju do tej pory sprawia mi wielką trudność.

Koniec z transportem autobusowym. Od dzisiaj zasilam finansowo PKP. O!


This message : [ no subject ]

Miały być mądre słowa, rzucające na twarz swoją wzniosłością i obfite w kwieciste metafory, ale nie będzie. Nic z tych rzeczy. Mój wewnętrny system operacyjny ma jakieś zawieszki od pewego czasu, więc dam sobie spokój z pisaniem traktatu o filozoficznym charakterze. Wszakże filozof ze mnie żaden. O!

A jak już kopię dołki w sferze tematów ważnych egzystencjalnie… Dochodzę do wniosku, że się na niczym nie znam. A nawet jak już zaskoczę wszystkich geniuszem wrodzonym, to okazuje się, że mój przebłysk indywidualności jest najzwyczajniej w świecie zjawiskiem normalnym, żeby nie powiedzieć przeciętnym. Generalnie zaczęło się to na lektoracie. Mam nowego lektora, więc znowuż trzeba było nawijać o sobie na pierwszych zajęciach. Z mojej wypowiedzi przygotowanej na chybcika wynikało, że jestem zwykłym szarym przecietnym studentem i interesuję się tym co wszyscy (czyt. muzyką, filmami i czymś tam jeszcze). Jestem nudnym człowiekiem…
Koniec rozkminy mojego beznadziejnego przypadku.

Z rzeczy zaiste ciekawszych: mogę się pochwalić, że zaczynam zaplanowane już wieki temu oglądanie ekranizacji powieści S.Kinga. Trochę tego jest i wstyd się przyznać, że widziałam do tej pory chyba tylko dwa filmy. Książek pana Kinga przeczytałam coś około piętnastu, więc sama się sobie dziwę, że tak późno się do tego zabieram. Mam nadzieję, że będzie co najmniej grubo ;) 

My husband’s wild desires almost drove me mad

So You Wanna Be A Gangster


Tell Me Just One Thing



What You Know About Being A Hardman



You Mum Buys Your Bling

Poniedziałek, godzina 18:47 dzwoni telefon. Ja na to: Halo, a w odpowiedzi ułyszałam pytanie: chcesz iść do teatru? Ja na to, że  jasne. Głos zza słuchawki odpowiedział: to się zbieraj, bo za pół godziny się spektakl zaczyna ;) No i poszłam, ledwo zdążyłam, ale w teatrze byłam ;) Sztuka była najlepsza komedią jaką widziałam podczas moich dosyć nielicznych wypraw do teatru. Nazywała się „Dzikie żądze” i była tak zabawna, przebiegła i intrygująca, że w pewnym momencie prawie co z fotela nie spadłam z rozbawienia.  Kto nie widział, to polecam. A tu info i parę zdjątek ;)

Abstrahując od teatru… Mój humor chyba zaczyna się poprawiać. Pewna dobra dusza pozwoliła mi potrzymać, ba! nawet trochę się pobawić lustrzanką ;) Coś pięknego…

Ciężkie brzmienie

O zwyczajach i przyzwyczajeniach można pisać wiele. Ostatnio narodziła się w pewnych kręgach dyskusja na temat (sic!) włączonego dźwięku na GG. Przeszłam obok niej bez zabrania głosu, praktycznie się nie wtrącając. Jako bezstronny obserwator po prostu wysłuchałam obu stron i jak się okazuje nikt raptem nie lubi jak mu czasem piękny dźwięk z gg do uszu doleci. Odebrałam to trochę jako zamach na moje niecne przyzwyczajenia. Ale w sumie to mam AQQ, więc chyba nadal mogę używać trybu głośnopiszącego ;)

A na koniec opowiem kawał (w ogóle nie śmieszny, ale i tak opowiem =])

Idzie sobie ojciec po schodach, a za sobą ciągnie za nóżkę syna. Główka mu się obija o każdy stopień, a krwawi przy tym niezmiernie. Na klatkę schodową wychodzi sąsiadka i mówi do ojca:
- chłopcu czapka spadnie!
Ojciec odpowiada: Spokojnie, przybiłem gwoździkiem.

(Można się już śmiać)

Przegląd tygodniowy (8)

Yes Men Fix The World

Błyskotliwa komedia
dokumentalna à la
Michael Moore. Yes Meni wkraczają i ratują świat! A przed
czym? Przede wszystkim przed nieuczciwymi firmami i korporacjami poprzez piętnowanie
ich zachłanności oraz pociąganie do odpowiedzialności za wyrządzone krzywdy. Film
ogląda się świetnie, bo po pierwsze wszystko co się dzieje tchnie szeroko
pojętą kreatywnością. Po drugie temat na czasie jakby nie patrzeć. Pomimo tego,
że niekiedy wprowadzają niezłe zamieszanie i że czasem nie wiadomo czy śmiać
się czy płakać, Yes Menów trzeba zobaczyć.

 

 


Ogród Luizy

Główną bohaterką jest
osiemnastoletnia Luiza. Troszkę się jej w głowie poprzestawiało i rodzice
umieścili ją w szpitalu psychiatrycznym. I byłoby zupełnie jak w „Locie nad
Kukułczym Gniazdem”, gdyby nie parę urozmaiceń scenariuszowych. Generalnie film
znośny (jak na polskie dzieło). Podobało mi się zakończenie – wybaczę nawet
fakt, że ewidentnie ktoś sobie zakpił i ściągnął je ze wszystkim znanej bajki.

 





The Broken (Odbicie zła)

Horror na siłę. Na początku
jeszcze się tego tak nie odczuwa, ale z każdą minutą po prostu to widać. Rzecz
obraca się wokół kobiety, która zobaczyła swojego sobowtóra. Nie mogąc pogodzić
się z tym faktem zaczęła śledzić swoje lustrzane odbicie. W „The Broken” dużo
się nie dzieje, a jak już wszystko wskazuje na to, że coś się będzie działo,
nie wydarza się nic. Tragedii nie ma, ale film słaby.

 


Trick’r’Treat (Upiorna Noc
Halloween)

Halloween – idealny temat
dla horroru według mojego skromnego zdania. W „Trick’r’Treat” podobało mi się
parę rzeczy. Po pierwsze umiejętnie łączenie horroru-szmatławca z formą, która
na dłuższą metę nie bije po oczach i uszach. Po drugie czuć wyraźnie nastrój
komiksowy (nadal próbuję się dowiedzieć co wyszło pierwsze: komiks czy film,
jak się doczytam to dam znać). Po trzecie bardzo przypadły mi do gustu elementy
scenograficzne. Od zaplanowania przestrzeni poprzez lampiony aż po stroje. Po
ostatnie chciałabym powiedzieć, że dreszczyk czasami się pojawił na mej skórze.
Upiorna Noc Halloween na plus.

 

 

Piła 6

Ile części tego klasyka
gatunku jeszcze zostanie nakręconych nie wiem, ale jedno jest pewne: Piła 6
trzyma poziom. Może napisałabym więcej o filmie, gdybym przez większość scen
nie zasłaniała oczu poduszką ;) Efekty dźwiękowe genialne (stwarzają taki nastrój,
że zza poduszki wyjrzeć straszno). Pozdrowienia z tego miejsca dla angiełła.
Angelko, wiedz że więcej z Tobą horrorów oglądać nie będę ;)

The Visitor (Spotkanie)

Obraz o życiu wykładowcy,
którego życie utraciło sens. Podczas podróży służbowej przez przypadek
odnajduje w swoim mieszkaniu „lokatorów na gapę”.  Mieszkają oni w USA nielegalnie i zdarzyło
się tak, że jeden z bohaterów zostaje przyskrzyniony. Doskonały film o
przyjaźni, pokazujący świetnie to jak muzyka potrafi łączyć ludzi niezależnie
czym się na co dzień zajmują.






Drag Me to Hell (Wrota
do Piekieł)

Szkoda klawiatury na komentarz. Czasami zastanawiałam się czy to horror czy parodia. Jako horror beznadziejny, jako parpodia też.

 

 

 

 

 

 

 

The Limits Of Control

Pan Jarmusch powraca. Czy w
wielkim stylu? Nie do końca. Główny bohater obsadzony został w tematyce
gangsterskiej. W filmie nie mówi praktycznie nic, co może na dłuższą metę
drażnić (2 godziny w ciszy może się znudzić). Akcja do zawrotnych też nie
należy. Polega mniej więcej na tym, że milczący człowiek spotyka się z innymi
ludźmi tworząc coś na kształt gry. To właśnie Ci „inni” ludzie nawijają. Na
koniec monologu gościa główny bohater wymienia się ze swoim „rozmówcą”
karteczkami ukrytymi w pudełku po zapałkach, a po zapoznaniu się z ich treścią
połyka ją popijając kawą. Żeby coś zrozumieć trzeba zachować stan skupienia w
gotowości, gdyż każdy pokazany szczegół coś znaczy. Osobiście ten film średnio
do mnie przemówił jednakże jestem pełna podziwu dla mistrzostwa władania kamerą
– ujęcia są boskie, przemyślane w każdym nawet najmniejszym detalu. A odnośnie
muzyki… typowo Jarmuschowska: minimalizm jest w cenie.

 

Part Of the Weekend Never Dies

Oficjalnie nie lubię poniedziałków. Zresztą środy i piątku też nie, ale poniedziałków chyba najbardziej. Powód? W te dni przytałacza mnie najbardziej ból istnienia. Ot i cała przyczyna. Szczególnie ciężko zaczyna się robić kiedy trzeba wstać o niewolniczej porze. Ale przejdźmy do meritum. Dobrze, że dzisiaj jest wtorek.

A Cross The Universe

Zostałam oszukana. Sprawiedliwość wykiwała mnie drogą najokrutniejszą z możliwych. Tydzień z mego życia został wyjęty, przeżuty, a następnie wypluty. Już nie wspomnę o limitach, które mężnie znosiłam okazując przy tym anielską wręcz cierpliwość… O gorzka sprawiedliwości, dlaczego mi to robisz?

Jak ktoś nadal nie wie o co chodzi, to już śpieszę z wyjaśnieniem. Chodzi o film dokumentelny o Justice. Od pewnego czasu mam na niego taką ochotę, że nawet trudno w słowa ująć to niespotykane zjawisko. Postanowiłam sobie jakoś go skombinować. W sieci znalazłam wersję składającą się z 30 paczek formatu .rar, co mnie na początku zniechęciło, ale później doszłam do wniosku, że jeżeli mój trud ma być wynagrodzony pięknym dźwiękiem i obrazem, to jestem w stanie przebrnąć przez te trzydziesci partów. I tak przez ostatni tydzień, dzień w dzień „kombinowałam” sobie A Cross The Universe. Dzisiaj przyszedł dzień tak długo przeze mnie wyczekiwany. Rozpakowuję… A tu FAKE.

Niby taki niewinny żarcik, ale w ogóle nie śmieszny…

Z Poradnika Młodego Kucharza

Miało być epicko, wyszło jak zawsze. Zaczęłam zdejmować zasłonę okrywającą moje nieznane dotychczas talenty. A mianowicie rzecz działa się w kuchni. Panie i Panowie: lepiłam dzisiaj pierogi. I to nie byle jakie, bo z jagodami ;) Każdy pierożek zawijałam z taką miłością i oddaniem, że po 20 minutach myślałam tylko kiedy się to cholerne ciasto skończy. Na początku owszem rola podobała mi się, ale z każdą następną minutą coś we mnie zaczęło wstępować. Zapewne był to leń (albo Prawo malejącej użyteczności krańcowej =]).

Po wielkiej walce ze swoją skłonnością do poddawania się dokończyłam dzieło. Rezultat?

bolące nadgarstki od wałkowania ciasta: sztuk 2
zapaćkane jagodami ubranie: sztuk 1
ulepione pierogi: brak danych
liczba otrutych: 0
czy podejmę się jeszcze kiedyś takiego dzieła: przypuszczam, że wątpię