Miesięczne archiwum: Czerwiec 2011

Powróciwszy

Tyle rzeczy pozaczynanych, tyle spraw niedokończonych w moim nędznym żywocie jeszcze nie miałam. Z racji tego, że nie ogarniam tego wszystkiego jak należy, a na plecach czuję oddech wroga (tudzież osób, z którymi interesów nie sfializowałam) postanowiłam napisać mało zgrabną wypowiedź o tytule roboczym „Administracja ruchów robotniczych w kopalni odkrywkowej TESCO”.

#1 Karol Strasburger. Prwdopodonie jedyny człowiek we wszechświecie, który sprawia, iż z opowiadanych przez niego żartów ludzie się nie śmieją, a klaszczą. Większość społeczeństwa ma wielką pożywkę dla żartu z osoby Karola S. Lecz czymże byłoby sobotnie popołudnie bez Familiady??? Panie Karolu, jeśli mnie Pan teraz słyszy… Nie wyobrażam sobie dnia, kiedy Familiada zniknie z ekranów naszych telewizorów.

#2 PKP. Ten temat powraca do mnie jak bumerang. Nigdy nie ukrywałam, że wojaże pociągami są dla mnie za każdym razem nie lada przeżyciem. Oczywiście jak Działaczce w drogę, to od pekapa wyjątkowa niespodzianka. Chyba się pogniewamy…

#3 Nietoperze w natarciu. Akurat ta historia nie dotknęła mnie osobiście, ale spiszę ją w pamiętnym punkcie trzecim w celu edukacyjno-alarmująco-ostregawczym. Kochani! jeśli myślicie, że spanie z otwrtym oknem nie niesie za sobą żadnych niebezpieczeństw, to jesteście w błędzie. Otóż istnieją na naszej pięknej planecie dzikie stwory, które zwyczajowo zwie się nietoperzami. Powiadają, iż są to zwierzęta o niezwykłej inteligencji i nadzwyczaj czujnych zmysłach, lecz nie oszukujmy się… są to po protu głupiutkie bestie, które pchają się do ciemnego zamczyska, gdy tylko „ujrzą” kawałeczek uchylonego okienka. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że drogi powrotnej już nie są w stanie odtworzyć. Więc jeśli wam gorąco (i macie długie włosy), to polecam zaopatrzenie się w porządną moskitierę. A nóż widelec uchroni Was ona przed niespodziewaną wizytą u fryzjera :)

#4 Nóż w śledzionę, topór w serce. Warszawa nie będzie Europejską Stolicą Kultury 2016. Słowa te wypowiadane praktycznie w każdej stacji radiowej naprawdę mnie przybiły. No jakże to tak? Przecież stolica jest tylko jedna! No ale cóż… Kultura to stan bytu, a nie tytuł. Co prawda nie da się zmierzyć jej poziomu, lecz najważniejsze jest to by się nią napawać.

#5 Wirusy. Przegrałam bitwę, lecz wojna trwa. Działaczka Podziemia nie da się tak łatwo schwytać w sieci nędznego świata infekcji i robaków.

#6 Seriale. Ponoć ogladam ich za dużo jak na jednego człeka. Nie zgodzę sie jednak  tą opinią, bowiem mam gigantyczne zaległości sięgające czasów karbonu. A jeśli już mowa o prehistorii… Kiedyś w TVP leciał taki serial. Nazywał się chyba „WOW” o ile dobrze pamiętam. Oglądnąć bym chciała niezmiernie to dzieło. Wydaje mi się, że młodym dziewczęciem będąc, byłam zadowolona z tego serialu. Wolałabym się jednak upewnić i obejrzeć go jeszcze raz. Ma ktoś jakiekolwiek pojęcie z jakiego źródła mogę zaczerpnąć tej oranżady dla spragnionych oczu?

#7 Wakacje. Zapowiadają się smakowicie. Zaczęły się dość dziwnie, mam nadzieję, że skończą się równie nieprzewidywalnie.

#8 Muzyka. To, że seja zmienia ludzi wiadomo nie od dzisiaj. Mnie również nie omineły rozkminy życiowe w tym pięknym czasie wytężonej pracy zwojów mózgowych. Nie wiem czy z przykrością, czy raczej z radością stwierdzam, że 1/4 objętości mojego mózgu zajmują teksty piosenek, a pozostałe 3/4 melodie do nich.

#9 Sprzęt grający.
Znowu popsuły mi się hełmofony od empetrójki.

#10 Koniec. Jak mi się coś przypomni to dam znać :) [utwór wieczoru: Erland and the Carnival – Trouble in Mind]

Kto zgasił Słońce?

W ostatnich chwilach mojej normalnej egzystencji, która planowo zakończy się za jakieś 15 minut chciałabym się podzielić z Państwem dźwiękiem zaiste świeżym.

Po pierwsze Ronika. Dziewczę to urwało się chyba z księżyca, ale ma na tyle tupetu i blond ambicji, by zawładnąć w najbliższym czasie sceną popową. Mieszanka klasycznego disco z dyskretną nutką french touche’u. Studio 54 nie umarło :)

Drugi punkt mego wywodu na temat muzyki, którą trzeba znać należy do zespołu z Los Andżelesu, czyli formacji Foster the People (kto słucha czasem mojej audycji, to wie o co chodzi =]). Obdarzeni niezwykłym talentem do melodii, bezczelnie eksperymentujący z boogie oraz nie bojący sie elektroniki sąsiedzi Rydża Forrestera wydali ostatnimi czasy album zatytułowany „Torches”. Muzyka doskonała zarówno na letnie wycieczki w nieznane, przydomowe grille jak również do kameralnych odsłuchów na mieszkaniowych pieleszach. Dlaczego? Ano dlatego, że jak raz włączysz drogi człowieku to wydawnictwo to obudzi się w Tobie syndrom zapętlenia. Oderwać ucho ciężko. The Strokes, Vampire Weekend, MGMT i Daft Punk na jednym wydawnictwie? Takie rzeczy to tylko Foster the People :)

Kawałeczek albumu do polizania poniżej


Tym optymistycznym akcentem kończę.
Ulatniam się.
Ale jeszcze tu wrócę.
Dziekuję za uwagę, buziaczki, papa.

Dzień Dziecka

Mam ochotę opuscić tą planetę choćby na jeden nędzny dzień. Podryfować gdzieś pomiędzy księżycami Jowisza, a potem wrócić. Rozprostować zwoje mózgowe, odetchnąć głęboko (jakkolwiek to brzmi w warunkach przestrzeni kosmicznej) i wreszcie powiedzieć sobie w twarz o co mi tak naprawdę chodzi, dokąd zmierzam? Tak naprawdę wciąż jestem dzieckiem, które nie bardzo wie co ze sobą począć. Szkoda tylko, że nikt mi już nie wskazuje palcem co mam zrobić. Jak się okazuje ten koszmar lat dziecięcych parę lat później wygląda zupełnie inaczej. Z potwora zmienił się w niegroźnego lemura.

Nie wiem co będzie. Nie wiem czego chcę. Nie wiem czy obrałam słuszną drogę.
Się okaże.

I horrorki już straszne nie są. Oswoiły się. Wszechświat obrócił się do góry nogami.