Miesięczne archiwum: Grudzień 2011

Half the distance. Half the motion. Communication – It’s easy as the ocean.

Weekendowa playlista – Odcinek 1
Maksymalna wolność. Wolność słowa, wolność obrazu, wolność dźwięku, wolność kolorów, wolność miłości. To jest MGMT jakie chcę zapamiętać. Na wyżynach swojego rzemiosła – muzyki, która nie odmawia sobie niczego. MGMT – „Of Moons, Birds & Monsters”.




Prawdziwy podmiot doskonałości. Uderzyć pięścią w zegar i odrzucić wszystko dookoła. Znowu mam
fazę na przemyślenia, a ta piosenka jest kwintesencją tego co dzieje się
obecnie w mojej głowie. Oszałamiający wdzięk poezji. Arcade Fire – „Sprawl II
(Mountains Beyond Mountains)”
.




Zecydowanie
imponujący projekt frontmana The Horrors – Farisa Badwana i śpiewaczki operowej
Rachel Zefiry. Wrażliwe i delikatne przeniesienie się do innej epoki, niczym
kadr z czarnobiałego filmu. Cat’s Eyes – „Face in the Crowd”.


Alex
Turner to mój bohater, a w tej piosence koncentruje w sobie wszystkie rzeczy, które
uwielbiam: autentyczność, intymność, uniwersalność i ponadczasowość. Alex Turner –
„Piledriver Waltz”
.



Najlepsze filmy 2011 według Działaczki Podziemia

Filmy. Nie
wyobrażam sobie dnia kiedy się wyrzeknę tej słodkiej przyjemności. W tym roku
może obejrzałam ich mniej (dokładnie 154), ale mimo to znalazły się  wśród
nich takie, które bardzo lubię, bądź po prostu zapadły mi dobrze w pamięć.
Trochę obawiam się tego, że wyjdę na emo-dzieciaka po ujawnieniu mojej listy, aczkolwiek
powiem tyle: nie straszne mi to, bowiem osobiście nie identyfikuję się z żadną konkretną subkulturą. Poniżej lista moich
ulubionych filmów w 2011 roku.

1) Zabiłem moją matkę (J’ai tué ma mère)



2) Erratum



3) Moja łódź podwodna (Submarine)



4) Jeden Dzień (One Day)



5) Nieściszalni (Sound of Noise)



6) 127 godzin (127 Hours)



7) Restless 



8) O północy w Paryżu (Midnight in Paris)



9) Sala Samobójców



10) Debiutanci (Beginners)

Muzyczne podsumowanie roku 2011

Podsumowania, zestawienia i wszystko co zaopatrzone jest w
numerki ustawione w malejącej kolejności od dawien dawna budzi nie lada emocje.
Na działaczkowym terytorium także co roku o tej porze pojawia się coś w rodzaju
rankingu. Na pierwszy ogień idzie muzyka. Specjalnie nie wprowadzam numeracji,
bo i tak codziennie mi się zmienia kolejność, po prostu wymienię to, co mi w
głowie w tym roku grało. Będę się streszczać, ale jednocześnie nie obiecuję, że
owa nota dla przyszłych pokoleń nie osiągnie monstrualnych rozmiarów.

W zasadzie parę dni temu w zawiłych meandrach internetu
pojawiło się zestawienie 20 najlepszych piosenek i albumów roku 2011, do
którego powstania miałam przyjemność się przyczynić (szczegóły tego
przedsięwzięcia znajdziecie tutaj => www.MyBand.pl).
Jednakże parę rzeczy przemyślałam, przypomniałam sobie co hulało mi w głowie na
początku roku i doszłam do wniosku, że muszę jeszcze raz do tematu muzycznych
podsumowań wrócić. Tym razem już bez listy, a w formie wywodu.

Zacznę od płyty, którą tak na dobrą sprawę odkryłam w
sierpniu, aczkolwiek światło dzienne ujrzała w styczniu. Mianowicie chodzi mi o
wrocławski zespół Neony i ich debiutancki krążek „Niewolnicy Weekendu”. Bywało
tak, że potrafiłam słuchać godzinami tego wydawnictwa od początku do końca.
Niby nic nadzwyczajnego na „Niewolnikach weekendu” nie ma, a wciąga jak gra w
Simsy. Ulubione utwory : „Gorący styczeń” i „Pani Zuo”.

Idąc dalej… The Vaccines – „What Did You Expect From The
Vaccines?”
. Kolejny debiut, który tak bardzo chciałam zdobyć w formie
fizycznej, że zdecydowałam się robić z siebie sprzedajną małpę na antenie
jednej  rozgłośni radiowych. Nie pytajcie
mnie o czym musiałam snuć wywód, bo i tak nie powiem. Płyta to przegenialna (i
mówi to osoba, która nie jest hipsterem). Ulubione utwory: „Norgaard”, „Post
break-up sex”, „If you wanna” (i wszystkie pozostałe).

Foster the People – „Torches”. Nawet nie przypuszczałam, że
ten zespół się tak skomercjalizuje w ciągu zaledwie paru miesięcy. Z jednej
strony to dobrze, że muzyka dociera do szerszego grona odbiorców, a z drugiej
trochę szkoda, bo traci trochę swój podziemny urok. „Torches” jest dla mnie
szablonowym przykładem tego, jak powinien brzmieć pop. Szczere powiedziawszy na
tym etapie mojego życia (stan faktyczny na grudzień 2011), trochę mi się to
dzieło już przejadło, bo z Foster The People utrzymuję przyjazne kontakty już
od prawie dwóch lat, lecz grzechem by było niewymienienie ich płyty we
wspominkach. Ulubione utwory: „Pumped Up
Kicks”, „Dont’ Stop”,

The Horrors – „Skying”. Nie będę się długo rozwodzić. Kocham
i już. Ulubione utwory: wszystkie na czele ze „Still Life”.

Grouplove – „Never Trust A Happy Song”. Płyta wzbudzająca we
mnie efekt zapętlenia. Co prawda przypomina mi zdające się nigdy nie kończyć
podróże limuzyną PKSu i mało świadome powroty nocnymi, ale mimo wszystko mam
miłe wspomnienia. Słuchałam tego albumu kiedy było mi smutno i źle, ale także
kiedy czułam, że świat stoi dla mnie otworem.  Ulubione utwory: „Spun”, „Colours”, „Tongue
Tied” (i wszystkie inne).

Justice – „Audio, Video, Disco”. Uwielbiam Justice. Tą
zabawę z dźwiękami, których nikt inny by nie dotknął. Na świecie nie ma niczego
doskonałego i Justice umie to podkreślić. Ulubione utwory: „Civilization” (i
wszystkie inne).

Neon Indian. Może i drugi album „Era Extraña” nie zachwyca
tak jak powinien, ale są na nim perełki, które sprawiają, że lubię do niego
powracać. Zdecydowanym faworytem jest wzniosła pieśń „Polish Girl” (teledysk
równie genialny).

Cults – „Cults”. Zajebistość tego projektu zaczyna się już
na poziomie okładki albumu. Później jest tylko lepiej. Muzyka do bujania w
obłokach. Moja słabość do rozmyślań została odkryta przez tą płytę. Tak jest,
nie pomyliłam się, to płyta odnalazła mnie, a nie ja ją.

The Lollipops – „Hold!”. Bo w Polsce też mamy smakowite
kąski, tylko czasami do nas nie docierają. Bardzo równa, przesiąknięta dymem
tytoniowym oraz klimatem nie z tej ziemi płyta.

Kamp!. Co prawda zespół ten nie wydał jeszcze płyty (z
niecierpliwością czekam na dzień kiedy na półki sklepowe trafi ich album) i nie
słychać aby ten stan miałby się zmienić, to Kamp! zdecydowanie zaklepał sobie
korzystną pozycję wśród moich ulubionych polskich wykonawców. W 2011 roku serce
me należy do „Cairo”.

Kasabian – „Velociraptor!”. Olać Coldplay. Kasabian
wymiatają! Ulubione utwory: „Re-wired”, „Days are Forgotten”.

New Navy – „Uluwatu”. Świeże mięsko, soczysty tłusty bit.
Nie dla wegetarian. Ulubiony utwór: „Zimbabwe”.

Wolf Gang –  „Suego
Faults”
. Do dnia dzisiejszego nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na
pytanie: co ja widzę w tej płycie? Jest po prostu fajna i tyle. Ulubione
utwory: „The King And All Of His Men”, „Lions In Cages”.

Metronomy – „The English Riviera”. Kiedy sobie przypomnę jak
moje nastoletnie rozbrykane i zupełnie nieświadome wielu cudownych rzeczy na
tym świecie usposobienie usłyszało kiedyś „My Heart Rate Rapie”, to aż miło mi
się robi na wspomnienie tego pamiętnego dnia. Metronomy dłubią sobie w tych
dźwiękach i w zupełnie mi nieznany sposób potrafią ogrzać me lodowate serce.
Miodzio. Ulubione utwory: „The Bay”, „She Wants”, „The Look”.

Is Tropical – „Native To”. Podświadomie czekałam aż coś w
stylu Is Tropical w końcu dotrze do mych uszu. Cała otoczka związana z tym
zespołem (to że ubierają dziwaczne maski na koncertach, mają specyficzna
filozofię istnienia itp.) naprawdę mnie wciągnęła. Muzyka w sumie niewinnie
prosta i mało skomplikowana, a ma w sobie tyle mocy, że może góry przenosić. Ulubione
utwory: „The Greeks”, „Lies”, „South Pacific”.

Yuck – “Yuck”. Lubię słuchać tej płyty w stanach
roztrzęsienia, bo mnie uspokaja. Nie czuć na niej wyższości i czynienia czegoś
tylko po to żeby zarobić. Po za tym nie jestem w stanie nie ulec brudnym,
gitarowym brzmieniom.

Alex Turner – ”Submarine Soundtrack”.
Trzeba zacząć od tego, że Submarine to świetny film (na pewno znajdzie się w
podsumowaniu filmowym). Przyczynia się do tego w 100% znakomita muzyka
popełniona przez wokalistę Arctic Monkeys. Cudowna to muzyka.

Żeby nie przeciągać… Uwielbiam ponadto albumy: Ruby Coast –
“Whatever This Is”, Neo Retros – „Listen to Your Leader”, The Drums – “Portamento”, The Rapture – “In the Grace of
your Love”, Washed Out – “Within and Without”, Viva Brother – “Famous First
Words”, Julia Marcell – “June”, Givers – “In Light”, Friendly Fires – “Pala”, Destroyer
– “Kaputt”, Cut Copy – “Zonoscope”, M83 – „Hurry up, we’re dreaming”,
Arcitic Monkeys – „Suck it and see”, Fleet Foxes – “Helplessness
Blues”
.

Mogłabym wypisać moich muzycznych słabostek co najmniej 100,
ale zakończę w tym miejscu. Na pewno o wielu wspaniałościach zapomniałam. Błąkają
się one gdzieś w moich zwojach mózgowych i nie zdążyły po prostu na czas
pisania tego tekstu dobrnąć tam gdzie trzeba, no ale cóż… Koniec.

Polska hipsterem narodów

Mówią, że prawdziwego hipstera poznasz po gadżetach. Dotychczas byłam przekonana, że do tej grupy zaliczają się iPody, laptopy z jabuszkiem oraz RayBany w kolorze tęczy. Jak się okazuje fałszywe to były sygnały od wszechświata.

Wczoraj w pociagu doznałam zamurowania. Słyszę rozmowę:
- a Ty znowu z tym komputerem jedziesz?
- a niby co będę w święta robił?

Odwracam się, patrzę… Siedzi sobie taki hipster z kopmuterem stacjonarnym i klawiaturą. Wszystko to owinięte w folię spoczywało na jego kolanach. Ciężko jest być hipsterem jednak…

O skutkach nadmiernego myślenia

Ponoć wszystko płynie, dąży do równowagi, poddaje się zmianom. Przez mózg przepływa mi około stu pięćdziesięciu tysięcy myśli w jednej chwili. Nagle przychodzi ta, którą chciałabym zatrzymać, ale wszystko płynie. Chciałąbym ja zatrzymać, ale ona juz zniknęła. Jestem w Kakowie, a myśl już do Warszawy dopływa z prądem Wisły. Gonię więc za nią, ale już całkiem nowe przemyslenia zdążyły się wyprodukować. Kiedy sytuacja zdaje się być już opanowana to uczucie znowu powraca. Od początku, tak jakby chciało mi zakomunikować, że w tej grze zawsze przegram. Wokół mnie przewijają się ludzie, sytuacje, zdarzenia. Uczestniczę w ich egzystencji, w ich bycie, ale tak naprawdę nie mogę uchwycić chwili. Coś zawsze umyka, chowa się przede mną. Staję w miejscu. Ciało owszem zastygło niczym pomnik Chopina w Łazienkach Królweskich, ale umysł gdzieś się wyrywa, oddziela sie od mojego pragnienia by się na chwilę zatrzymać i popatrzeć na swiat z perspektywy próżni. Nie daje stanąć mi w miejscu, wyciągnąć z kieszeni pilota zasilanego dwiema bateriami, które wyjęte dopiero co z ładowarki są gotowe podtrzymać tę chwilę chociażby przez najbliższą dobę (albo i więcej jesli bierzemy pod uwagę baterie Duracell). Kiedy uświadamiam sobie, że ten postój i zaduma nad tym co mi już umknęło nie ma sensu, wciskam play w pilocie i żyję dalej. Taki kubeł zimnej wody. Rozglądam się dookoła i widzę ciągle moją rzeczywistość, tym razem bardziej realną. I wtedy przychodzi znowu myśl, tym razem inna. Unosi się jak jesienne liście na wietrze. Umyka coraz dalej i dalej, a w tle słychać błagalne wołanie: Aneta, na Boga! nie rozkminiaj więcej!

The Selector – Show 540 – 09/12/11


 

Bastille – Laura Palmer (Believe Digital)

Real Fur – The Fool (Believe)

Delilah – Love You So (Joe Goddard Remix) (Atlantic)

Shake Tiger Shake – On The Run (Brand New Music)

Exlovers – Starlight (Young And Lost Club)

Cymbals – Intense Kids (Tough Love Records)

Leila – (Disappointed Cloud) Anyway (Warp)

Ital Tek – Pixel Haze (Planet Mu)

Marques Toliver – Deep In My Heart (Bella Union)

Theme Park – Milk (Luv Luv Luv Records)

Clock Opera – Once And For All (Kitsune)

Jess Hall Band – Let It Be Known (Hi Tone)

Drums Of Death – Tear The Box Apart (Civil Music)

Alt-J – Tessellate (Loud And Quiet)

Prince Fatty Meets The Mutante Hi Fi – Moscow Mule (Mr Bongo)

Nero – Reaching Out (More Than Alot Records/Mercury)

Cooly G Feat. Simbad – Landscapes (Hyperdub)

Dauwd – Ikopol (Pictures Music)


Bicep In The Mix

KRL – Remember Donny (Greymatter Remix) (Wolf Music)

Red Rack’em – In Love Again (Untracked)

Greymatter – Give It To Me Slow (Wolf Music)

The Dead Rose Music Company – Kept The Faith (White Label)

Luca C & Brigante Feat. Ali Love – Different Morals (Southern Fried Records)