Miesięczne archiwum: Luty 2012

Testament

Jakby mnie ktoś uprowadził w najbliższym czasie, to kochani wiedzcie, iż jest to sprawka tego Araba, co nader opaloną ma facjatę. Spozierał tymi paciorkowatymi oczami jak chomik, wyjął czerwoną komórkę i bezczelnie zrobił mi zdjęcie, na stacji metro Politechnika. Byłam tak przerażona, że poszłam na drugi koniec składu. Cel poczynienia fotografii osobiście nie jest mi znany. A teraz troskam się o swój los i wytężam organa wzrokowe czy ktoś worka nie niesie, takiego czarnego, z biletem w jedną stronę.

Normalnie nienormalne!

Mucha nie siada, komar nie kuca.

Dzisiaj mam humor słodko-przaśno-wesoło-popaprany. A wpłynęło na to kilka znaczących czynników…

1) Mousse Au Chocolat J.D. Gross, czyli najlepsza czekolada jaką w życiu jadłam. Wszystko to dzięki cudownej osobie, która przytachała ją aż z Belgii. Epickość w czystej postaci. Eh… ja chcę jeszcze raz!

2) Roztopy. Warszawa płynie, paćka się w tonach brudnego śniegu, który chyba wstydzi się za siebie i postanowił się ulotnić. Fuck You Winter!

3) Foster The People w Polsce. 8 maja dokładniej. Życzą sobie 110 zł za bilet. Trochę dużo jak na zeszłorocznych debiutantów, ale coś się wymyśli.

4) Słońce. Mogłoby w końcu przygrzać mi w nos. Poza tym stęskniłam się już za okularami z ciemnym szkiełkiem ;)

5) Ironia. Im bardziej staram sie być poważnym człowiekiem, tym gorzej mi to wychodzi.

6) Marzenie. Pojawiło się nowe, zupełnie niematerialne i chyba przez to kompletnie nierealne. No ale cóż…

7) Luksus czasu ujemnego. Niestety nie objął mnie swoimi ramionami. Oczywiście się tym nie przejmuję i dalej hoduję w sobie leniwca. Chyba się kiedyś to źle dla mnie skończy. Trudno.



 

21:02

Zawsze rozpoczynam swe przemówienia w tonie okraszonym nutką przygnębienia. Nie inaczej stanie się i dzisiaj. Przekopałam całą swą rezydencję w Łoseczusetts i z przykrością stwierdzam, że mój walkman postanowił się skutecznie schować. Zatem sprawa przedstawia się następująco:

Opcja pierwsza:
Przypomnę sobie gdzie go wsadziłam X lat temu i z radością będę przerzucać w metrze kasety ze strony A na B. W szczególności moją perełkę w postaci Goldfrapp i albumu (bo nie płyty) „Head First”, do którego mam wielki sentyment.

Opcja druga:
Zadowolę się empetrójką.

szukałam
szukam
szukać będę

aż znajdę komunijnego walkmana.

Dyskografii M.I.A. jeszcze na kasety nie przerolowałam, ale to kwestia czasu. M.I.A. jest taka super.



passive me agressive you

Odrzuciłam myśl planowania i rozpisywania rzeczy w kalendarzu. Pokremowałam sobie dłonie neutrogeną i nie jestem w stanie utrzymać długopisu, który dosłownie ucieka mi z rąk. Tak więc mam życie w rozsypce, ale przynajmniej dłonie są gładkie :D Dopadło mnie również interesujące zjawisko umysłowe. A może po prostu jest to wytwór chemicznych reakcji w moim mózgu, to wszystko? Mianowicie nic mi się nie chce. Nic. Kompletnie nic. Zakorzenionego lenia miałam od zawsze, ale jeszcze nigdy nie atakował tak agresywnie.

Niech ktoś mi jutro przypomni, że trzeba się ogarnąć.

Życzę sobie rozrywki. Dawać tu błazna

Idiotyzm zupełny. Kto wymyślił zły humor, chandrę, splin… No kto? Dobry żart w wykonaniu EnDżi także zawiódł, chociaż poziom jego zajebistości osiągnął poziom 320 Karolów Strasburgerów, taki, że nie da się wiecej, to i tak nadal mi smutno i źle.

Rekapitulując rozważania w zakresie mojego ponurego stanu ducha chciałabym rzec, że poszłam szukać sensu w życiu i nie wiem kiedy wrócę.

Aha, i jeszcze żart…

Jak nazywa się mężczyzna, który uważa, że jest nożem?

Janusz.