Miesięczne archiwum: Grudzień 2012

Najlepsza muzyka w 2012

Trochę tego było, ukryć się nie da. Nie chce mi się pisać, zresztą już jedno podsumowanie miałam okazję tworzyć w ostatnim czasie, więc ograniczę się do listy.

Pieśni:

1. M.I.A. – „Bad Girls”
2. Brodka – „Dancing Shoes (Kamp! remix)”
3. Brodka – „Varsovie”
4. Dry The River – „New Ceremony”
5. Two Door Cinema Club – „Sun”
6. Grizzly Bear – „Yet Again”
7. Spector – „Celestine”
8. Sleigh Bells – „Comeback Kid”
9. Niki & The Dove – „Tomorrow”
10. Miike Snow – „Paddling out”

Albumy:
1. Kamp! – „Kamp!”
2. Muchy – „Chcecicospowiedziec”
3. Dry The River – „Shallow Bed”
4. Dog is Dead – „All Our Favourite Stories”
5. Passion Pit – „Gossamer”
6. The Maccabees – „Given to the Wild”
7. Fanfarlo – „Rooms Filled With Light”
8. Two Door Cinema Club – „Beacon”
9. Ariel Pink’s Haunted Graffiti – „Mature Themes”
10. Howler – „America Give Up”

Podsumowania czas zacząć!

Uwielbiam a zarazem nienawidzę ten moment w roku, kiedy coraz mniej czasu pozostaje do przecięcia niewidzialnej wstęgi nowego roku i rozpoczęcia nowego rozdziału marszu doczesnego. Jest wtedy trochę więcej czasu na wszystko i sprzyja to w efekcie sentymentalnym podróżom małym i dużym. Z mojej strony tradycyjnie już powstanie kilka podsumowań. Jeszcze nie wiem czy wszystkie ujrzą światło dzienne, czy po prostu zostaną tylko przypieczętowane w mojej świadomości. Na pewno jednak pojawi się podsumowanie osobiste, filmowe i muzyczne (Bez tego ostatniego nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia, bo o ile funkcjonuje w świecie pojęcie „uzależnienie od muzyki”, to w moim przypadku już nawet nie jest to uzależnienie, jest to moje środowisko naturalne).

Co takiego wydarzyło się w życiu Działaczki Podziemia w roku 2012?

Rok zaczęłam od sesji. W moim kalendarzu w styczniu aż roi się od pieszczotliwego nawoływania do organizacji pracy i przyswajania wiedzy rachunkowo-finansowo-prawnej (przykład rzeczywisty nr 1: „misja ogarniania się pkt. 1: polubić biznesplan”, przykład rzeczywisty nr 2: „genetyczna niechęć do pracy.”). Chyba moją wrodzoną wadą jest przekładanie wszystkiego na ostatnią chwilę, ale od jakiegoś czasu walczę z tym zjawiskiem. Napisałam pracę licencjacką, obroniłam się. Wyprowadziłam się z aka i wprowadziłam na warszawskie blokowisko. Rozpoczęłam pracę w kolejnym miejscu, tym razem fajnym. Trochę koncertowałam (oczywiście jako publiczność). Z większych aferek wymienić tutaj mogę Ursynalia, Open’era, Targi Muzyczne CJG, Red Bull Soundclash, Babu Król w Kosmos Kosmos, Kim Nowak na Ursynowie, Hidden Orchestra w Basenie, Fink w Stodole, Lora Lie w Hydrozagadce. Ukulturalniałam się także w kinie. Niestety do teatru nie zawitałam, nad czym ubolewam i postanawiam poprawę. Nom, tyle jestem w stanie wygrzebać teraz z pamięci. Czy to był dobry rok? Zdecydowanie tak, chociaż nie ukrywam, że do prostych i przyjemnych nie należał. Wycisk i stopień skomplikowania proporcjonalnym do satysfakcji był i jest.

Na koniec zdjęcie! Jak widać kończy się dla mnie pewien okres, bowiem zdecydowałam się zmienić po paru latach kalendarz. Będzie więcej miejsca na obklejanie okładki, a czy będzie więcej miejsca na inne rzeczy i sprawy to się dopiero okaże.

Kosmos

Machineria dodawania filmików, odtwarzaczy i innych tego typu przybytków mnie przerosła. No nie da się! A szkoda, bo mam w sobie całą rzekę dobrej muzyki. Nowej, nieznanej, aż proszącej się o odkrycie. Jest też trochę takiej bardziej znanej, ale jak się okazuje często tylko z nazwy. Zatem nie wstawię tutaj nic, chociaż bardzo bym chciała. Może kiedyś mi się uda to naprawić…

List.

Drogi Święty Mikołaju!

To chyba ostatni dzwonek aby do Ciebie napisać. Zwłokę z wysłaniem w świat tego pisma argumentuję klasycznie brakiem czasu, jednakowoż udało mi się jeszcze przed świętami wystosować parę zdań. Czy byłam grzeczna w tym roku nie wiem, nie ja powinnam to oceniać. Są momenty, z których jestem rzeczywiście dumna, ale znajdą się i takie, których się wstydzę i wolałabym je zakopać w glebie. Proszę o dostrzeżenie tylko tych dobrych! A co chciałabym otrzymać? O czym marzę?

Zawsze chciałam mieć bluzę z jednorożcem, który pomyka w kosmosie. Wydaje mi się, że w takim ciuchu byłabym naprawdę szczęśliwa. Czy są jakieś szanse by ją załatwić? Jeśli się nie uda – zrozumiem, a szczęście będę starać się generować w inny sposób, lecz jak się uda… cóż, uśmiechnę się na pewno =]

Drugim moim marzeniem jest odnalezienie inspiracji muzycznej, człowieka, który będzie znowu moim guru, niezaprzeczalnie, który będzie mnie wspierał (nawet nie wiedząc o tym) i będzie super! Nie ukrywam, że od pamiętnych czasów B. nikt taki się nie pojawił, a grzebanie ciągle w pojedynkę już mi się znudziło, towarzystwo by się przydało.

Po trzecie i ostatnie (zdałam sobie sprawę, że dzieckiem już nie jestem i chyba nie wypada w wieku dwudziestu dwóch lat pisać rozbudowane listy do Mikołaja, dlatego poprzestanę na trzech prośbach) chciałabym… No właśnie, na pewno wiesz czego bym chciała. Proszę o to samo co w roku ubiegłym, widocznie wtedy nie zasługiwałam jeszcze, może teraz będzie inaczej.

To tyle. Dziękuję za uwagę. Liczę na pozytywne rozpatrzenie listu.

ściskam i całuję,
Działaczka Podziemia

Sobota przed niedzielą

Mam parę głupich i przyziemnych przemyśleń. Wstukam je w blogaska, a co!

1. Nie mogę znieść sytuacji, kiedy to w autobusie miejskim próbuję okazać życzliwość wsiadającym osobom i przepuszczam je by przeszły dalej. A co ludzie robią? Zajmują bezczelnie moje stojące miejsce. W efekcie często nie mam się czego złapać i podróżuję jak worek kartofli. Irytuje mnie to.

2. Malowanie oczu w autobusie. Jest mi słabo kiedy patrzę na zaspane oczy i trzęsące się ręce wkładające sobie kredki i inny sprzęt do tapetowania do oczu podczas jazdy. Po pierwsze niewiastom zazwyczaj krzywo wychodzi arcydzieło przez zachwianą stabilność, a po wtóre przecież to można oko stracić!

3. Tajemnicą jest dla mnie zjawisko, gdy dobrze znana Ci niegdyś osoba zaczyna udawać, że Cię nie zna. Ja rozumiem, że jestem irytującą postacią, przynudzam i na niczym się nie znam, lecz z uwagi chociażby na wspomnienia, czy nie warto pozostawić za sobą most w całości, a nie zburzyć go w momencie kiedy przestaje się być potrzebnym? Nie rozumiem tego.

4. Szczerze obawiam się oblodzonych chodników. Jest to jedna z kilku fobii, która nie daje mi normalnie funkcjonować. Zima jest super, ale bądźmy realistami, lód pod stopami jest okropny.

Wilk na Ursynowie

Mróz, śnieg i brak chęci do zrobienia czegokolwiek. Tak przedstawia się w moim przypadku celebracja grudnia w tym roku. Wygonić mnie z ciepłych mieszkaniowych pieleszy trudno, więc opowieść jaką teraz przedstawię do wyjątkowych należy.

Uwielbiam konkursy co wiadomo nie od dzisiaj, zatem kiedy dowiedziałam się, że Urząd Dzielnicy Ursynów zorganizował koncert zespołu Kim Nowak dla ludności lokalnej, wiedziałam, że muszę tam być. Koncert był na zaproszenia, zatem powzięłam odważne postanowienie, iż bilecik wygram. I wygrałam. Co prawda reprezentuję swoją osobą bardziej Mokotów niż Ursynów, ale jak to powiadają Warszawiacy: dwie dzielnice, jedno życie.

Wsiadamy w 148, na Mangalii, na przystanku, którego nazwy po dzień dzisiejszy nie rozumiem (podobnie zresztą jak wielu innych nazw w okolicy). Jednym okiem patrzę pod nogi na chodnik, bowiem mam lęk od maleńkości, iż nogę złamię, na śliskim śniegu, a drugie oko wlepione w google maps w telefonie. Tak naprawdę nie wiedziałam jak dojechać na Kokosową. Sprawa była o tyle trudna, że Ursynów słynie z dość „specyficznego” rozkładu ulic. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo czy ulica się skończyła czy za 2 kilometry nie ma przypadkiem jej kontynuacji… No ale któż zdoła pojąć prawa jakimi rządzi się Ursynów. Powiadam, że nikt.

Autobus teleportuje nas do przemiłego osiedla domków z garażami. W zasadzie nadal nie wiemy gdzie iść, wiec idziemy na południe. Po paru minutach jesteśmy na miejscu. Przed oczami widzimy kościół, nówka sztuka a tuż obok niego kaplica. Cel osiągnięty. W sakralnym przybytku za chwilę zagra Kim Nowak, ach cóż to będzie za widowisko! Wchodzimy do środka, a tam co? NIC. Na ołtarzu stoi perkuja i mikrofony a kaplica obleczona w mistyczną mgłę sceniczna jest zupełnie pusta. Jak się okazuje na koncert Działaczka Podziemia przybyła pierwsza. Wyjątkowość chwili nie trwała długo, gdyż ludzie zaczęli się pojawiać dokładnie w chwili gdy chciałam zamknąć za sobą drzwi.

Wystąpił z przemową ksiądz proboszcz, który użyczył miejsca „dla młodzieży” na koncert. Wystąpił przedstawiciel urzędu. Zapalono symboliczne znicze w oknach (narodzie! 13 grudnia! rocznica wprowadzenia stanu wojennego!). I nastała chwila trwająca ponad godzinę, cała przepełniona wonią rock&rollowego majestatu. Z zakrystii odważnym krokiem wyszli na scenę członkowie Kim Nowak. Nad ich głowami wisiał święty obraz a przestrzeń kaplicy bardzo fajnie dawała kontrast głośnym wyczynom muzycznym. Ksiądz proboszcz niestety nie wytrzymał długo w pierwszym rzędzie i czmychnął do zakrystii już po drugim utworze, widocznie Kim Nowak to nie jest jego ulubiony zespół.

Wracając z koncertu o mały włos nie zjadł mnie pies, więc dzikich zwierzęcych wrażeń na razie mi wystarczy. Pora szukać przygód nieco spokojniejszych :)

Zasłyszane

Maszeruje ulicą Hożą w Warszawie młody człowiek ubrany w dres. Rozmawia przez telefon. W pewnym momencie krzyczy na całe gardło przez łzy.

Dresik: Olka, ja już nie mogę z Tobą być! Ty jesteś taka pusta!

Zamurowało mnie. Najnormalniej w świecie.