Miesięczne archiwum: Listopad 2013

21 groszy

Zaspałam. Śnieg padał przez trzy minuty od 7:04 do 7:07 . Mimo zastosowania teorii cebuli zimno jak zwykle. Przyjechał autobus, nadzwyczaj zapchany. Nie zmieściłam się. W głowie ustawił się ogonek z myślami machającymi rękami, wyrywającymi się do odpowiedzi.  Czy jestem zbyt mało stanowcza? Może dieta? A może po prostu ludzie są samolubni i nie wciągają brzuchów? Dlaczego zostałam po drugiej stronie drzwi? No nic, drugi autobus przyjechał i ukrócił moje rozważania, w dodatku model którego nie lubię. W uszach dumnie wybrzmiewa STRFKR, odgrzebany z pobudek przygotowawczych do koncertu w Hydro. I tak już przez cały dzień w pracy się przewijała płynna melodia, jedna za drugą. Pomiędzy fakturionami i innymi zagwozdkami. Później wycieczka do placówki oświatowej. Pierwszy punkt biblioteka, bo książka się przeterminowała. Na wejściu słyszę 25 groszy. Sięgam po portfel wysypuję jego zawartość na ladę biblioteczną. Pośród paragonów i nieistotnych notatek znajduję 40 euro i 21 groszy. W bibliotece nie wymieniają jeszcze walut, więc jestem od dnia dzisiejszego dłużnikiem słowa pisanego w kwocie 4 groszy. Hańba. Pomyślałam, wpadnę na zajęcia. Wpadłam. Napisałam wiersz o bezsensie rachunkowości i wyszłam. Wróciłam do domu z nadzieją, że dzisiaj się zmobilizuję i w końcu zacznę pisać magisterkę. Nie zaczęłam pisać. Przejrzałam nowy zakup, Mrożka co dziennik pisał, tom pierwszy. Niesłychanie uwielbiam słowa od niego wypływające. Wspaniały człowiek. Natura odkrywcy nakazała mi uświadomić sobie, że  raz: nikt mnie nie rozumie. Dwa: stałam się okropną paplą, tylko blablabla, zwykłe słowa, nic nie znaczące, straszne to. Trzy: powstał deficyt filmowy, nie byłam w kinie od miesiąca. masakra.

Może jutro będzie lepiej.

Sztuka w jednym akcie

Przypadki mają w zwyczaju się wydarzać w mniejszych bądź większych grupach. Jest piątek przed sobotą. Żartobliwy stan ducha mnie opuścił.

Utknąć w korku w autobusie. Przesiąść się do tramwaju, który niepodziewanie uległ awarii. Patrzeć jak opuszczony przed chwilą autobus odjeżdża z prędkością błyskawicy. Wrócić na przystanek do najwolniejszego autobusu świata, którego kierowca uwielbia sprzedawać bilety pasażerom. Stać na każdych światłach dwie minuty. I wreszcie… Spóźnić się trzy minuty do teatru na sztukę w jednym akcie – bezcenne.

Życie jest piękne.