Następna stacja – iluminacja

7.05.2014 (środa)

Na słuchawkach Breton (co nie jest przypadkiem, zespół wyrósł bowiem z kolektywu filmowców, którzy aby ożywić swoje produkcje zaczęli dopisywać do nich muzykę i teksty). Zanim jednak Breton trafił do moich uszu, nie napisałam ani jednego zdania pracy magisterskiej (jawna rozpacz!),odbyłam warsztaty z komunikacji (powyciągałam z siebie masę zagadnień i problemów, które czas uporządkować), bawiłam się w audytora sprawozdania finansowego (na pewno nie zostanę biegłym rewidentem), obejrzałam Iluminację (niesamowita kreacja aktorska Stanisława Latałły) i Strukturę kryształu (bardzo dobre zdjęcia!) Zanussiego,wysłuchałam co ma do powiedzenia Marcin Latałło o ojcu, świecie filmowym,życiu… i skłoniłam myśl ku refleksji.

WNIOSEK: Natura rzeczy jest przebiegła i kiedy wdaje się, że to dopiero początek, pokazują się napisy końcowe. Nie mam czasu na próżnię. Ciągle siebie szukać muszę, bez względu na okoliczności, miejsce i czas.

Nasza mała stabilizacja

Niesamowitość kiedy świat się wyłącza, a kościec i cała ta otoczka wokół niego rozpływa się jak czekolada w mikrofalówce, wtapia się w dźwięk. Słucha i słyszy, delektuje się chwilą. Kradnie najlepsze kombinacje nut maszerujących po małym białym kabelku. Takie jest Luminous. The Horrors sprawia, ze jestem bezbronnym stworzeniem wysiadającym dwa przystanki dalej w drodze do pracy.

Podziękowania wielkie nie tylko dla horrorsów, dla Tadeusza Różewicza też. Wyróżnienie za zasługi wielkie w odkrywaniu świata na etapie 23 i 1/2. Wiem już przykładowo, że słuchać trzeba uważnie, bo można sobie złe wyobrażenie wyrobić. Albo, że głupota przybiera rozmiary normalne, a nieskończoność jest krótsza od nogi Sophii Loren.

No pięknie!

Mizerne płuco najsłabszym ogniwem

Przeczytałam ostatnio, że dinozaury wymarły bo miały za mało tlenu. A przecież w czasach ich żywota, nędznych istot ludzkich obecności nie odnotowywano, było za to dużo zieleni. Wydawałoby się zatem, że czego jak czego, ale tlenu dinozaury powinny mieć pod dostatkiem. Wielkie płuca musiały to być, skoro zachłysnąć się powietrzem w 100% się nie mogły. I wymarły biedne dinozaury.

W sumie to dobrze, że obecnie już ich nie ma. Dzisiaj musiałyby jeszcze bardziej oszczędnie podchodzić do spraw oddychania. I blade by były. Straszności w sobie by nie miały. Przeszłyby na wegetarianizm, osłabłyby, zmarniały… A 11 listopada zapewne padłyby ofiarą chuliganów na warszawskich ulicach.

21 groszy

Zaspałam. Śnieg padał przez trzy minuty od 7:04 do 7:07 . Mimo zastosowania teorii cebuli zimno jak zwykle. Przyjechał autobus, nadzwyczaj zapchany. Nie zmieściłam się. W głowie ustawił się ogonek z myślami machającymi rękami, wyrywającymi się do odpowiedzi.  Czy jestem zbyt mało stanowcza? Może dieta? A może po prostu ludzie są samolubni i nie wciągają brzuchów? Dlaczego zostałam po drugiej stronie drzwi? No nic, drugi autobus przyjechał i ukrócił moje rozważania, w dodatku model którego nie lubię. W uszach dumnie wybrzmiewa STRFKR, odgrzebany z pobudek przygotowawczych do koncertu w Hydro. I tak już przez cały dzień w pracy się przewijała płynna melodia, jedna za drugą. Pomiędzy fakturionami i innymi zagwozdkami. Później wycieczka do placówki oświatowej. Pierwszy punkt biblioteka, bo książka się przeterminowała. Na wejściu słyszę 25 groszy. Sięgam po portfel wysypuję jego zawartość na ladę biblioteczną. Pośród paragonów i nieistotnych notatek znajduję 40 euro i 21 groszy. W bibliotece nie wymieniają jeszcze walut, więc jestem od dnia dzisiejszego dłużnikiem słowa pisanego w kwocie 4 groszy. Hańba. Pomyślałam, wpadnę na zajęcia. Wpadłam. Napisałam wiersz o bezsensie rachunkowości i wyszłam. Wróciłam do domu z nadzieją, że dzisiaj się zmobilizuję i w końcu zacznę pisać magisterkę. Nie zaczęłam pisać. Przejrzałam nowy zakup, Mrożka co dziennik pisał, tom pierwszy. Niesłychanie uwielbiam słowa od niego wypływające. Wspaniały człowiek. Natura odkrywcy nakazała mi uświadomić sobie, że  raz: nikt mnie nie rozumie. Dwa: stałam się okropną paplą, tylko blablabla, zwykłe słowa, nic nie znaczące, straszne to. Trzy: powstał deficyt filmowy, nie byłam w kinie od miesiąca. masakra.

Może jutro będzie lepiej.

Sztuka w jednym akcie

Przypadki mają w zwyczaju się wydarzać w mniejszych bądź większych grupach. Jest piątek przed sobotą. Żartobliwy stan ducha mnie opuścił.

Utknąć w korku w autobusie. Przesiąść się do tramwaju, który niepodziewanie uległ awarii. Patrzeć jak opuszczony przed chwilą autobus odjeżdża z prędkością błyskawicy. Wrócić na przystanek do najwolniejszego autobusu świata, którego kierowca uwielbia sprzedawać bilety pasażerom. Stać na każdych światłach dwie minuty. I wreszcie… Spóźnić się trzy minuty do teatru na sztukę w jednym akcie – bezcenne.

Życie jest piękne.